niedziela, 6 grudnia 2015

Rozdział 7

Witajcie kochani! Przepraszam, że tak długo nie było postów ale nie miałam pomysłu na następny rozdział i miałam dużo obowiązków w domu i szkole. Nie przeciągając zaczynamy.


Rozdział 7


Następnego dnia Kopa wstał jako pierwszy. Skorzystał z okazji, że wszyscy śpią i wymknął się na spotkanie z Vitani. Był już na granicy między Lwią a Złą Ziemią. Vitani czekała na niego obok mostu ze zwalonego drzewa.
-Cześć Kopa!-zawołała lwiczka gdy tylko ujrzała lewka.
-Cześć Vitani!-odparł lewek.
-Jak udało ci się tu dostać? Myślałam, że Simba będzie miał cie cały czas na oku.-powiedziała lwiczka
-Wstałem jako pierwszy i nikt nie widział jak wychodzę. To w co się pobawimy?-powiedział Kopa. Vitani klepnęła go w ramię i zawołała "Borek!". Bawili się świetnie, ale nie mieli pojęcia że są obserwowani przez Zire. Tym czasem na Lwiej Skale wszyscy zaczęli się powoli budzić.
-Aaaaawwww! Dzień dobry wszystkim.-powiedział Simba.
-Witaj. Aaaaawwww!-powiedziała Bloodspill rozciągając się. Kiedy skończyła zaczęła się rozglądać po jaskini.
-A gdzie jest Kopa?-spytała po chwili. Wszyscy jak na zawołanie zaczęli się rozglądać po jaskini. Ulinzi domyśliła się gdzie on może być.
-Pewnie wstał jako pierwszy i wyszedł na spotkanie z tą całą Vitani!-powiedziała lwiczka.
-Tama! Kula i Nala! Idziecie ze mną!-rozkazał lew.-Wy tu zostańcie!-powiedział do dziewczyn i wyszedł razem z lwicami. Wszystkie wady spojrzały się na Ulinzi, która zmarszczyła brwi i uśmiechnęła się hytrze.
-Po twoim wyrazie twarzy wnioskuję, że idziemy za nimi.-powiedziała Swiftkill.
-Tak. Nie pójdziemy za nimi tylko polecimy dokładniej mówiąc.-oznajmiła i sprawiła, że pojawił się u niej skrzydła.
-Za mną dziewczyny!-zawołała i wzbiła się w powietrze. Swiftkill, Bloodspill, Luna i Sparkle zrobił to samo. W tym samym czasie Vitani i Kopa dobrze się bawili. Nagle Zira wyszła z ukrycia i zaatakowała lewka.
-MAMO NIE! CO TY WYPRAWIASZ?!-krzyczała przerażona lwiczka.
-MILCZ! WRACAJ NA NSZE ZIEMIE! PÓŹNIEJ SIĘ Z TOBĄ POLICZĘ!-odparła lwicami i uderzyła lwiczkę. Ta przerażona uciekła na Złą Ziemię. Tym czasem Ulinzi i reszta były niedaleko nich.
-Spójrzcie! Tam są!-powiedziała Luna. Ulinzi wytężyła wzrok by lepiej zobaczyć co się tam dzieje. Zobaczyła jak Zira próbuje zabić Kope.
-Jazda dziewczyny! Musimy się śpieszyć!-rozkazała lwiczka. Wszystkie przyśpieszyły w mgnieniu oka. Gdy był niedaleko to zaczęły zniżać lot by zaatakować lwice.
-Słodkich snów książę Kopa.-powiedziała nam jego ciałem.
-ZIRAAAA!!!-zakrzyknęła całą piątka i jak grom z jasnego nieba uderzyły w nią. Walczyły tak dopóki na miejsce nie przybył Simba. Lew zaryczał by przestały walczyć. Dziewczyny przestały walczyć i stanęły przed ciałem Kopa by zasłonić go przed Zirą.
-Już za późno! On nie żyje! Ha ha ha ha!-oznajmiła lwica.
-Czemu ty to zrobiłaś?!-zawołała wściekła Luna
-Zrobiłam to dla Skazy! To była zemsta za niego! Simba go zabił a ja... zabiłam jego syna! Aaa ha ha ha ha!-odparła Zira.
-WYNOS SIĘ STĄD I NIGDY TU NIE WRACAJ!-rozkazał Simba. Zira zadowolona z siebie wróciła tak skąd przyszła. Simba widząc ciało swojego jedynego syna zaryczał ze smutku. Jego ryk usłyszała reszta stada, która znajdowała się na Lwiej Skale. Zaalarmowa tym rykiem przybyła tam gdzie się aktualnie znajdował Simba i reszta. Simba padł do ciała swego syna i wziął je w łapy. Z oczami pełnymi łez patrzyłna niego z nadzieją, że to tylko sen. Zły koszmar.
Niestety to nie był koszmar. To była bolesna prawda. Zbyt bolesna. Wadery zawyły ze smutku. Ich głos był pełen żalu, smutku i współczucia. Simba postanowił położyć jego ciało w miejscu, gdzie zginął jego ojciec Mufasa. Ceremonia odbyła się o zachodzie słońca. Postanowiono nie zakopywać jego ciała. Cała Lwia Ziemia była pogrążona w żałobie. Po powrocie na skałę każdy bez słowa poszedł spać.



Wiem, może i krótki ale postaram się by następny post był o wiele dłuższy. Jeszcze raz was przepraszam za moją nieobecność. Życzę miłego dnia!

piątek, 6 listopada 2015

Rozdział 6 cz 3

Hejka! Co słychać? Napiszę dziś trzecią i mam nadzieję, że ostatnią część tego rozdziału. Jesteście ciekawi jakę dalsze przygody czekają na nasze bohaterki? Tak. No to zaczynamy!



Rozdział 6 cz 3



-No a co gdyby jednak tam była Zira? Co ona by w tedy zrobiła?-upierał się Kopa
-Dobra! Spokój! Uspokójcie się obaj! Co się stało, to się nie odstanie!-wtrącił się Kiara. Kopa zły poszedł do jaskini i położył się w kącie.
-Martwię się o niego.-powiedział król
-Nie martw się skarbie, jest po prostu zauroczony. Przejdzie mu.-uspokajała go Nala. Przyjaciółki w tym czasie poszły na spacer. Były na nim jakieś 10 może 15 minut. Rozmawiały i poznawały lepiej nową koleżankę. Nagle Sparkle usłyszała jakiś szelest.
-Ciszej. Słyszycie?-spytała starsza siostra Luny
-Ale co?-spytała Luna. Dziewczyny przestały rozmawiać i zaczęły się rozglądać i nasłuchiwać. Swiftkill zauważyła co było powodem hałasu.
-Wracamy na Lwią Skałę. Ale szybko.-oznajmiła poważnym tonem Swift
-Co? Czemu?-dopytywała się Ulinzi
-To Msaliti w towarzystwie dwóch innych lwic. Ulinzi, one pewnie przyszły tu po ciebie.
- To na co czekamy? Biegiem!-rozkazała szara. Dziewczyny pobiegł czym prędzej w kierunku skały. Myślały, że Msaliti ich nie zauważyła, niestety się myliły. Lwica je zauważyła i ruszyła w pościg. Kiedy dziewczyny dobiegły na miejsce, czekała na nie niemiła niespodzianka.
-Gdzie się wszyscy podział!?-spytała zakłopotana Bloodspill
-Pewnie poszli nad wodopój!-odparła przerażona Kiara.
-Co my teraz zrobimy!?-spytała Sparkle.
Niestety zanim otrzymała odpowiedź, do jaskini weszła Msaliti i jej pomocnice.
-No, no, no. Kogo my tu mamy? Dziwadło i jej cztery pomagierki.-odezwała się żona Aduiego
-Czego tu szukasz!? Nikt cię tu nie zapraszał! I jak ty nas w ogóle znalazłaś!?-spytała zła Ulinzi
-Powiem ci kto mi to powiedział, to były hieny.-powiedziała Msaliti i zaśmiał się ironicznie.-Brać te psy i tę beżową lwiczkę, ja się zajmę dziwadłem!-rozkazała po chwili. Kiara schowała się za dziewczynami, a te zajęły pozycję obronne. Nagle zaczęło dziać się coś niezwykłego. Oczy Bloodspill zaświeciły złotym blaskiem, urosły jej górne kły i kiedy chciała tupnąć łapy, to ziemia zaczynała się trząść. To samo stało się z oczami wszystkich dziewczyn ( oczy Swiftkill i Ulinzi zabłysły zielonym blaskiem, a oczy Luny i Sparkle niebieskim). Koło Luny zaczęła się tworzyć mała kałuża wody. Kiedy pomyślała w co woda ma się zmienić czy w co uderzyć, albo zmienić się w lód. To woda robiła to. Sparkle zaczęła unosić się w powietrzu. A kiedy chciała szczeknąć, to nie tylko szczeknięcie wydobywało się z jej pyska, ale i fala dźwiękowa zdolna przesunąć skały. Kiedy Swiftkill chciała ugryźć przeciwnika to w miejscu ugryzienia pozostawały także ślady oparzenia. Potrafiła też wytworzyć wiązki ognia, a kiedy pomyślała w co ma uderzyć to ogień to robił. Ulinzi natomiast posiadała wszystkie moce wymienione powyżej ( Zapomniałam wspomnieć, że Swiftkill, Bloodspill, Lunie i Ulinzi wyrosły skrzydła. Sparkle ich nie potrzebowała, potrafiła latać bez nich). Oszołomiona Kiara nie mogła wyjść z zachwytu i podziwu. Nie mogła uwierzyć w to co się dzieje. Ulinzi zdołała do niej podejść i lekko nią potrząsnąć.
-Kiara ocknij się!-powiedziała szara. Kiara zrozumiała co się stało, ale nadal nie mogła uwierzyć. Przed nią nie stała tamta zwykła lwiczka, tylko lwiczka o wielkich górnych kołach i skrzydłach, która panowała nad wszystkimi żywiołami.
-Nie wierzę! Co się wam stało!?-zawołała beżową
-Nie mam pojęcia! Szybko idź i sprowadź pomoc!-powiedziała Ulinzi. Kiara pokiwała głową i ruszyła po pomoc, a Ulinzi wróciła na pole walki. Kiara pędził ile sił w łapach w kierunku wodopoju. Kiedy była niedaleko, zauważył ją Simba, zauważył też, że jest przerażona. Dla tego podbiegł do niej i spytał zakłopotany.
-Kiara! Co się stało?! Dlaczego jesteś przerażona?!
-To trzy lwice ze stada Ulinzi! Hieny im powiedziały gdzie są dziewczyny! One je znalazły i teraz na naszej skalę trwa walka!-wyjaśniła. Simba gdy to usłyszał, to zebrał stado i czym prędzej wracali na skałę. W tym samym czasie walka dobiegała końca. Dwie lwice powoli zaczęły się wycofywać. Mimo to Msaliti kazała im wracać do walki. W końcu sama zarządziła odwrót.
-Jeszcze ciebie i te twoje przyjaciółeczki dorwiemy!-zawołała i miała zamiar uciec z jaskini, ale drogę zagrodził jej Simba.
-CO SIĘ DZIEJE!?-zakrzyknął król
-Panie.-pokłoniła się razem z towarzyszącymi jej lwicami.-Te wstrętne dziewczyny nas zaatakowały, kiedy cię szukałyśmy.-powiedziała Msaliti licząc, że Simba kupi tą bajkę.
-NIE MYŚL ŻE W TO UWIERZĘ! NIE JESTEM GŁUPI, A TERAZ WYNOŚCIE SIĘ STĄD!-rozkazał. Msaliti zła i upokorzona razem z towarzyszkami opuściła czym prędzej jaskinie i granicę Lwiej Ziemi. Tama i Kiara jak najszybciej podbiegły do wycieńczonych dziewczyn, by sprawdzić jak się czują. Nala posłała Kulę po Rafikiego.
-Dziewczynki, nic wam nie jest?-spytała Tama
-Nie, nic. Po prostu jesteśmy wycieńczone po walce.-odparła Bloodspill
-One nie mogły nas uderzyć, bo za szybko robiłyśmy uniki. No ale jednak parę razy im się udało.-dodała Ulinzi podnosząc skrzydło i pokazując zadrapania na lewym boku.
-No a co się z wami w ogóle stało? Skąd te skrzydła, kły i ta woda w jaskini oraz popękane skały i popalone ślady?-spytał zdziwiony Simba. Niedługo potem przybył Rafiki. Na początku Kiara wyjaśniła wszystkim co się stało, a potem Rafiki opatrzył rany dziewczynom. Powiedział, że rany nie były groźne, ale nie umiał wytłumaczyć ich mocy. Kiedy skończył wrócił na swój baobab. Nadeszła pora obiadu. Lwice upolowały dwie duże antylopy. Po skończonym obiedzie nadszedł czas na zasłużony odpoczynek.
-Kopa pamiętasz jak pytałeś się, co by się stało gdyby zamiast Nuki była tam Zira?-spytała Kiara
-Tak. A co?-odparł lewek
-No cóż, teraz wiesz co by się stało z Zirą gdyby tam była. Dobrze, że tata wysłał za tobą Ulinzi. Nuka nie jest taki jak Kovu czy Vitani. Może i jest nieznany i to bardzo, ale mógł ci coś zrobić lub nawet zabić.-powiedziała lwiczka
-No w sumie masz rację siostro. Powinienem jej podziękować.-powiedział Kopa, po czym wstał i poszedł do Uliczki, która wygrzewała się na zewnątrz jaskini.
-Hej Ulinzi. Chciałbym ci podziękować.-powiedział lewek
-A za co? Przecież nic takiego nie zrobiłam.-odparła lwiczka
-Za to, że poszłaś za mną... no wiesz. Gdyby nie ty Nuka by mnie pewnie zabił.-powiedział Kopa
-Aaa... nie na za co.-odrzekła lwiczka
-A właśnie, że jest za co dziękować. A tak poza tym. To jakim cudem ty jesteś taka silna?-spytał i położył się obok niej
-No cóż. Moi rodzice mieli mnie gdzieś więc ćwiczyłam. Ato ćwiczyłam z małymi gepardami, a to wspinania się po drzewach. Różnie to było, to zależało gdzie przeniesie się stado.-wyjaśniła
-Jak to? To twoje stado cały czas szuka domu?-spytał brat Kiary
-Nie. Pochodzę ze stada Nomadów. Zabawiliśmy na jakiejś ziemi przez jakiś czas i ruszyliśmy dalej.-odparła Ulinzi
-To te trzy lwice z którymi walczyłyście to były z twojego stada?-dopytywał się Kopa
-Tak. To była Msaliti i jej dwie podwładne.-odparła. Nagle dało się słyszeć wołanie ze środka jaskini. To był Simba, który wołał Ulinzi aby z nią porozmawiać. Lwiczka wstała i poszła zostawiając lewka samego. Korzystając z okazji, że nikt go nie pilnuje, wymknął się i poszedł na spotkanie z Kovu i Vitani. W tym samym czasie Ulinzi podeszła do Simby. Były tam też Swiftkill, Bloodspill, Luna, Sparkle i Kiara.
-Co się stało?-spytała lwiczka
-Nic, po prostu chcę wam opowiedzieć pewną legendę.-odparł król
-Ok.-odparła szara i ułożyła się wygodnie koło przyjaciółek. A Simba zaczął opowiadać.
-W odległych czasach gdzieś w Górach Smoczych żyło stado. Było ono najsilniejszym stadem jakie widziała Afryka, było też niezwykłe ponieważ jego członkowie mieli magiczne moce. Jego członkami, były też wilki. Żyło w dostatku i szczęściu, dopóki nie zdarzyła się tragedia. A mianowicie król i królowa zginęli nie pozostawiając po sobie żadnego potomka.
-A nie mieli braci lub sióstr? Przecież któreś mogło przejąć tron.-przerwała lwu Ulinzi
-Nie, nie mieli. Wracając. Po śmierci królewskiej pary stado rozpierzchło się na wszystkie możliwe strony świata. Wilki odeszły nawet na inne kontynenty. Potomkowie lwów, lwic i wilków z tego stada nie mieli mocy. Legenda głosi, że w Górach Smoczych po odejściu stada zamieszkał smok, który chroni te góry przed złem i czeka na powrót Stada Mężnych Lwów.-zakończył lew
-Stado Mężnych Lwów? Oni mieli magiczne moce? Serio?-pytała Kiara
-No ja też nie mogłem w to uwierzyć, puki nie zobaczyłem Ulinzi i jej przyjaciółek z tymi wszystkimi mocami.-odparł król
-Ale, przecież legenda mówi, że ich potomkowie nie mieli mocy.-powiedziała Luna
-Widocznie czekały na odpowiednie osoby.-odpowiedział Simba. Nagle do jaskini wleciał dzioborożec
-Witaj panie.-powiedział i się skłonił
-Witaj Zazu.-przywitał się lew
-Mamy problem z hipopotamami. Nie chcą nikogo dopuścić do wody.-oznajmił
-Już idę. Wybaczcie dziewczynki. Do kończymy tę rozmowę później. -powiedział Simba i poszedł za dzioborożcem. Tym czasem dziewczyny postanowiły lepiej pozwiedzać Lwią Ziemię.
-Chodźcie dziewczyny, oprowadza was!-powiedziała Kiara
-To wy idźcie. Ja chcę pobyć trochę sama z myślami.-powiedziała Ulinzi
-Coś się stało?-spytała Luna
-No... nie wiem co o tym wszystkim myśleć. Chcę się trochę oswoić z tą sytuacją.-wyjaśniła lwiczka
-Dobrze, ale się nie przejmuj. Może i to bardzo nietypowy traf, ale też niezwykła szansa.-powiedziała Sparkle
-Ok. Wiecie co, zmieniłam zdanie idę z wami.-oznajmiła szara. Przyjaciółki poszły na zwiedzanie sawanny. Bloodspill wpadła na pomysł, by trochę poćwiczyć ich nowe umiejętności. Wszystkie się na to zgodziły. Kiara bardzo chciała zobaczyć co potrafią jej koleżanki. Na początku Bloodspill zademonstrowała co potrafi. Za pomocą magii ziemi podniosła wielki kamień i go przesunęła. Swiftkill za pomocą magii ognia podpaliła małą kępkę trawy, i zrobiła z tego ognia "wstążkę" i zaczęła nim wirować jak by tańczyła. Luna za pomocą magii wody ugasić ten ogień i zrobiła z niej lodową jaskinię. Sparkle za pomocą magii powietrza uniosła nad ziemią Kiarę i chwile ją tak trzymała.
-Super! Ja latam!-zawołała córka króla i zaczęła wirować w powietrzu, aż w końcu Sparkle postawiła ją na ziemi. Natomiast Ulinzi sprawiła, że wyrosły jej skrzydła i wybiła się w powietrze. Latała w tę i z powrotem z wielkim uśmiechem na ustach.

(Trochę mi nie wyszło)
Świetni się bawiły, aż nagle Ulinzi dostrzegła ruch w trawie. Podleciała bliżej by się przekonać co to jest. Zobaczyła jak Kopa bawi się z Kovu i Vitani. Wróciła do dziewczyn i wylądowała.
-Dziewczyny! Kopa znów się spotkał z Kovu i Vitani! Tym razem na Lwiej Ziemi!-powiedziała lwiczka.
-Jak to?! Kiedy tata się o tym dowie, to dostanie szału!-powiedziała Kiara
-To co robimy?-spytała Luna
-Jak to co? Idziemy do nich i się z nimi za bawimy.-powiedziała Swiftkill z chytrym uśmieszkiem. Ulinzi wybiła się w powietrze i zaprowadziła je do miejsca gdzie ich widziała. W tym samym czasie Kopa, Kovu i Vitani bawili się niczego nie świadomi. Nie świadomi tego, że niedługo jego siostra i jej przyjaciółki przerwą ich zabawę, oraz tego, że obserwuje ich Zira.
Lwica właśnie szykował się do skoku na księcia. Kiedy skoczyła, w ułamku sekundy zanim złapała Kopa, uderzyła ją Ulinzi. Jak grom z jasnego nieba i zaczęły walczyć. Chwilę później dołączyły do nich Kiara, Swiftkill, Bloodspill, Sparkle i Luna. Otoczył Kopa i oddzieliły go od Vitani i Kovu. Zira ty czasem leżała pokonana na ziemi.
-KOPA! CO CI ZNOWU ODBIŁO?! KIEDY TATA I MAMA SIĘ O TYM DOWIEDZĄ TO BĘDZIESZ MIAŁ NIE MAŁE KŁOPOTY!-krzyknęła Kiara
-No wiem.-odparł ze skruchą książę
-MAMA!-krzyknęli chórem Vitani i Kovu i podbiegli do Ziry
-Coś ty za jedna?-spytała wycieńczona lwica.
-To nie jest twoja sprawa!-odparła szorstko Ulinzi.-A teraz wynoście się stąd i nie wracajcie!-powiedziała groźnie lwiczka. Zira nie zadawała więcej pytań, tylko zabrała swoje dzieci i czym prędzej wróciła na Złą Ziemię. Ulinzi sprawiła, że skrzydła jej zniknęły i podeszła do Kopy.
-Ulinzi...
-Milcz. Myślałam, że jesteś mądrzejszy i poranne wydarzenie czegoś cię nauczyło. Widać myliłam się.-weszła mu w słowo szara.
-Jest wieczór. Wracajmy do domu.-powiedziała Kiara. Wracali w milczeniu. Dotarli w samą porę na kolację. Atmosfera była dość napięta. Po kolacji Simba i Nala spytał i się co się stało.
-Stało się to, że Kopa znów spotkał się z tymi wyrzutkami. A tym razem nie było tam Nuki, tylko Zira.-wyjaśniła obrażony na brata Kiara.
-Kopa? Czy to prawda?-spytała Nala
-Tak.-szepnął lewek. 
-Dlaczego?-spytała załamana królowa
-No bo... ja... ach. Nie mogę wam tego powiedzieć.-odparł Kopa
-Ty razem przesadziłeś. Masz zakaz wychodzenia poza Lwią Skałę, przez trzy tygodnie.-oznajmił zły na syna Simba. 
-Ale...
-Żadnych "ale" Kopa. Żadnych "ale".-powiedziała Nala. Wszyscy kładki się już spać, tylko Ulinzi siedziała na zewnątrz jaskini i patrzyła w gwiazdy.
-Ulinzi, wszystko w porządku?-spytała Nala, która zauważyła jej nieobecność.
-Nic. Wszystko w porządku.-odparła lwiczka
-To pewnie przez tą sprawę z Kopą?-spytała lwica
-No... tak. Myślałam, że z mądrzał. Jednak się myliłam.-odparła szara, w tym czasie Nala położyła się obok niej.
-To nie jego wina, to ta cała Vitani go omotała. Nie martw się, kiedyś z mądrzeje.-powiedziała lwica
-Pewnie tak.-odparła zielonooka. Chwilę po siedziały w milczeniu. Nagle Nala spytała
-Znasz nazwę tej gwiazdy?-lwiczka wstała i poszła na czubek Lwiej Skały i wskazała łapką. 
-Ta?-spytała Ulinzi
-Tak. Wiesz jak się nazywa?-spytała królowa
-Tak, to Gwiazda Polarna.-odparła lwiczka
-Zgadza się. Podobno ta gwiazda, to dusze króla i królowej Stada Mężnych Lwów.-powiedziała lwica
-Czemu mi to mówisz?-spytała szara
-Bo wiem, że w razie potrzeby, oni ci pomogą.-oznajmiła żona króla.
-Dziękuję.-odparła Ulinzi. Ta zaśmiała się serdecznie
-Nie ma za co. Chodź pora spać.-powiedziała. Obie weszły do jaskini, położyły się na swoich miejscach i zasnęły.





Skończyłam! To była ostatnia część tego rozdziału. Mam nadzieję, że wam się spodobał. Miłego dnia życzę!



niedziela, 1 listopada 2015

Rozdział 6 cz 2

Siema! Jak widzicie znalazłam czas by wrzucić drugą część opowiadania. Nie przedłużając. Życzę miłego czytania i zaczynamy.




Rozdział 6 cz 2



Tama i Kula zajęły się dziewczynami, pod czas kiedy Rafiki zajmował się tamtym lewkiem. Pół godziny później przyszedł lew razem ze swoim synem i żoną
-Kim jesteście i czemu zaatakowałyście mojego syna?-spytał lew
-Ja jestem Luna a to są Bloodspill, Swiftkill, Ulinzi i moja starsza siostra Sparkle. Ja tylko broniła moje koleżanki, które jeszcze spały kiedy ja poszłam coś upolować. Skradł się do nich i próbował na nie skoczyć, to zareagowałam.-wyjaśniła
-Czy to prawda synu?-spytała lwica. Zanim lewek odpowiedział wtrącił się Ulinzi
-A może się przedstawicie, czy mamy się domyślić jak macie na imię?-spytała arogancko
-A no tak, przepraszam. Jestem Simba król Lwiej Ziemi, a to jest moja żona Nala i syn Kopa.-powiedział lew
-A więc Kopa czy to prawda? Czy to, co powiedziała Luna to prawda?-dopytywała się Nala
-Tak. Przepraszam, pomyliłem się.-powiedział Kopa. Nagle dało się słyszeć burczenie brzuchów dziewczyn. Simba gdy to usłyszał, wysłał kilka lwica na polowanie. Na śniadanie był wielki bawół. Wszyscy najedli się do syta i odpoczywali po posiłku. Kopa pod pretekstem spaceru poszedł na sawannę.
-Ulinzi?-spytał Simba
-Czego?-spytała zirytowana lwiczka
-Czy mogłabyś pójść i... no... poszpiegować mojego syna? Martwię się o niego.-powiedział lew
-Zgoda.-powiedziała i poszła. Kiedy wyszła z jaskini...
-Czemu ona jest taka arogancka w stosunku do innych?-spytała Tama
-No cóż...-i szczenięta wyjaśnił przez co przeszła Ulinzi i czemu się tak zachowuje oraz jak się tu znalazły.
-Och, moje biedactwa. Możecie tu zostać jak długo chcecie.-powiedziała Nala, król tylko pókiwał głową. W tym samym czasie Ulinzi poszła za Kopą aż na Złą Ziemię. Lwiczka schowała się za drzewem i obserwowała przebieg wydarzeń.
-Cześć Kovu, hej Vitani.-przywitał się lewek
-Cześć Kopa.-przywitali go chórem. Ulinzi obserwowała to wszystko przez jakiś czas i zauważyła że Kopa bardzo, ale to bardzo lubi Vitani
-"A więc to tak. Zakochał się w tej całej Vitani. Nie dziwię się czemu Simba kazał mi go szpiegować. Oni są ze Złej Ziemi! Na sto procent wpadnie przez nich w jakieś kłopoty."-pomyślała lwiczka. Nagle zaatakował ją lew nastolatek. Biła się z nim i odziwo Ulinzi dawała sobie z nim radę. Cały ten hałas zwrócił uwagę Kopy, Kovu i Vitani, którzy rzucili się by ich rozdzielić. Kovu przygwoździł Ulinzi do ziemi a Vitani trzymała nastolatka na dystans.
-Kim jesteś i co tu robisz!?-spytał zły Kovu.
-Jestem Ulinzi a to co tu robię to nie twoja sprawa! A teraz złaź ze mnie bo oberwiesz!-odparła lwiczka po czym z rzuciła z siebie lewka.
-No a co ty tu tu robisz Nuka!?-spytała zła Vitani.
-No a jak myślisz, matka kazała mi was szpiegować.-odparł Nuka masując obolałe miejsca.
-Ja nie mogę! Nuka, dałeś się pokonać takiej małej i słabej dziewczynie. Ha ha ha ha ha!-śmiał się z niego Kovu
-Ona nie jest wcale taka słaba! Sam się z nią zmierz, to w tedy pogadamy!-odparł nastolatek.
-Zgoda! Patrz i się ucz.-powiedział lewek. Ulinzi siedziała tyłem do nich i otrzepywała się z kurzu, a tym czasem Kovu się do niej skradał. Skoczył na nią i zaczęła się walka. Kovu szybko się przekonał, że ona naprawdę nie jest taka słaba jak mu się wydawało. Raz dwa wylądował na ziemi a Ulinzi jeszcze go przygwoździła.
-JESZCZE CI MAŁO! JAK CHCESZ TO MOGĘ CI JESZCZE DOŁOŻYĆ!-krzyknęła rozsierdzona lwiczka
-Nie, nie! Przepraszam to się więcej nie powtórzy!-odparł przerażony lewek. Ulinzi z niego zeszła i zwróciła się do Kopy.
-Ja wracam na Lwia Skałę, tobie radzę to samo.-oznajmiła. W milczeniu wrócili na skałę. Kiedy tylko Ulinzi weszła do jaskini to pierwsze co zrobiła to pobiegła do swoich przyjaciółek i opowiedziała wszystko co się jej wydarzyło. A małe wadery powiedziały jej, że Simba i stado wiedzą wszystko o tym co się im przydarzyło i o jej historii.
-Ulinzi, czy możesz tu przyjść?-spytała Nala. Lwiczka poszła razem z przyjaciółkami do lwicy. Koło niej stał Simba, Kopa i mała beżowa lwiczka.
-Coś się stało?-spytała Ulinzi
-Na początek chce wam przedstawić moją córkę Kiarę. Kiaro to są Ulinzi, Luna, Swiftkill, Sparkle i Bloodspill.-przedstawiła je Nala
-Cześć.-powiedziała Kiara
-Hej.-powiedziała niepewnie Ulinzi.
-Nie bój się. Nikt cię nie będzie osądzał po wyglądzie, tak jak w twoim starym stadzie.-powiedział Simba
-Serio?-spytała lwiczka
-Tak. To jak zaprzyjaźnimy się?-odparła Kiara
-Jasne!-odpowiedziała zadowolona Ulinzi -A ta druga sprawa?-spytała po chwili.
-Czy powiesz nam jak było naprawdę?-spytała Nala
-A co? Nasz kochaś próbował wcisnąć wam jakiś kit? Już wam mówię jaka jest prawda. Poszłam za nim jak kazałeś. Poszłam za nim aż na Złą Ziemię. Spotkał się tam z Kovu i Vitani. No i wygląda na to, że nasz kochaś się w niej zakochał. Kiedy ich tak obserwowałam zostałam zaatakowana przez Nukę. Chyba ich starszego brata. Potem przez tego całego Kovu. Dałam radę im obu. Potem wróciliśmy tu.-wyjaśniła Ulinzi
-Kopa! Tobie już całkiem odbiło?!-spytała zła Kiara.
-Oj daj spokój siostra.-odparł lewek
-Kopa, to co zrobiłeś było bardzo nieodpowiedzialne. Naraziłeś się na niebezpieczeństwo. A co by było gdyby Zira była w pobliżu? Na szczęście to był tylko Nuka. Masz zakaz opuszczania Lwiej Skały przez następne trzy dni. No a jak już to po nadzorem.-powiedział lew.
-No a ty? Wysłałeś za mną Ulinzi! Jej też mogło się coś stać!-powiedział Kopa
-Wysłałem ją za tobą bo wiedziałem, że nic się jej nie stanie. Lwiątko, które potrafi przeżyć same bez pomocy, potrafi też o siebie zadbać. A poza tym z tego co tu usłyszeliśmy jest silniejsza od ciebie i nawet od nastoletniego lwa.-wyjaśnił lew. Ulinzi słysząc to wszystko lekko się zaczerwieniła. 



Ciąg dalszy nastąpi.




No to się napisałam. I to jeszcze nie koniec. Będzie jeszcze część trzecia. Nie wiem kiedy, ale będzie. Życzę miłego dnia!


sobota, 31 października 2015

Rozdział 6

Bu! Dziś HALLOWEEN! Z tej okazji życzę wam wszystkim udanych zbiorów no i oczywiście żeby sąsiedzi byli szczodrzy.




Rozdział 6


Następnego ranka, po zjedzeniu śniadania dziewczyny wyruszyły dalej. Wędrując, bardzo dobrze się bawiły, wygłosił i rozmawiały. Każda opowiadała jakieś zabawne wydarzenia, które je spotkały.
-Pamiętam jak kiedyś Blood trafiła na skunksa. Po tym spotkaniu pachniała gorzej niż on! Ha ha ha ha!-powiedziała Swiftkill
-To już nie pamiętasz spotkania z dzięciołem? W tedy akurat wpadłaś w kałuże błota i przez przypadek wziął cię za drzewo. Nie dawał ci spokoju puki nie wskoczyłaś do stawu!-odgryzła się Bloodspill.
-A wy? Nic wam się ciekawego nie przypomniało?-spytała Ulinzi Lunę i Sparkle
-No cóż...nic ciekawego nam się w ogóle nie przytrafiło. Rodzice ciągle pilnowali nas by nam się nic nie przytrafiło. Ciągle mieli nas na oku, a jak nie oni to ktoś inny.-wyjaśniła Sparkle
-No, ale teraz ciągle przytrafia się nam coś ciekawego. To dlatego, że was poznałyśmy.-dodała Luna
-No a ty Ulinzi?-spytała Blood
-Chwila niech no ja się tylko zastanowię. A! Już sobie przypomniałam! Raz podłożyłam Aduiemu kilka cierni pod tyłek. Śpiewał wyżej niż małpiatki! Ha ha ha ha!-powiedziała lwiczka. Około południa dotarły do sporego wodopoju. Wycięczone i spragnione w południowym skwerze rzuciły się na wodę i ugasiły pragnienie. Popływały w nim by się ochłodzić i zregenerować siły. Po kompieli wyszły i ułożył się pod cieniem drzewa.
-Tak nie może być! Jest za gorąco. Co powiecie na to, by w dzień odpoczywać a w nocy iść dalej?-zaproponowała Ulinzi
-Jak najbardziej!-odparły chórem szczenięta. Po kilku długich godzinach nastał upragniony wieczór. Dziewczyny wyruszyły w dalszą podróż. Kilka metrów od wodopoju ujrzały wielką skalę. Zastanawiamy się czy iść w jej kierunku czy w przeciwnym gdy nagle drogę zastąpiły im trzy hieny.
-No no no. Kogo my tu mamy? Cztery psy i jednego kota. Szykuje się prawdziwa uczta. Prawda Shenzi?-powiedziała jedna z nich.
-Prawda Banzai. Masz rację, najemy się dzisiaj do syta. Dobra robota Ed,  to twoja zasługa.-powiedziała. Ed tylko się zaśmiał.
Hieny zaczęły okrążać dziewczyny, coraz bardziej się do nich zbliżając. Dziewczyny stanęły w pozycji gotowe do ataku, nagle za ich placami pokazał się duch wilka. Napastnicy gdy go zobaczyli, zaczęli uciekać gdzie pieprz rośnie. Przyjaciółki odwróciły się do zjawy.
-Dziękujemy za pomoc. Jestem...
-Wiem kim jesteście. Mam na imię Mirari i jestem twoją duchową przewodniczką.-powiedziała wilczyca, przerywając Bloodspill.
-Miło cię poznać. Czy mogłabyś nam pomóc?-powiedziała Blood
-Oczywiście. A w czym dokładniej?-odparła Mirari
-Gdzie mamy iść by znaleźć schronienie?-odpowiedziała pytaniem na pytanie Swiftkill
-Idźcie w kierunku tej skały. Tam znajdziecie schronienie.-odparł duch
-A czy tam są jakieś lwy?-spytała Ulinzi z nadzieją że odpowiedź będzie brzmiała "Nie". Ta się tylko uśmiechnęła i powiedziała
-Same się przekonacie. Żegnajcie.-i zawyła na dowodzenia a Luna, Sparkle, Bloodspill i Swiftkill jej zafturowały.
Na pożegnanie zdążyła powiedzieć "Powodzenia" po czym zniknęła. Przyjaciółki poszły w kierunku skały. Nie chciały nikogo budzić więc położyły się w małej grocie i zasnęły. Następnego dnia rano ze skały zbiegał mały lewek z brązową grzywką. Zauważył ogon różniący się o lwiego. Zaczął się skradać w jego kierunku. W tym samym czasie Luna, która wstała jako pierwsza wracała z polowania. Zauważyła lewka który szykował się do skoku. Ta rzuciła zdobycz i ruszyła w jego kierunku i skoczyła na niego. Chałasy walki obudził resztę dziewczyn, które po chwili ruszyły na pomoc przyjaciółce.
-ZOSTAWCIE MOJEGO SYNA W SPOKOJU!-zakrzyknął lew stojący na czubku skały. Lew zbiegł i rozdzielił bijącą się gromadę. Widząc w jakim stanie znajduje się jego syn rozkazał
-Nala! Sprowadź tu Rafikiego, ale szybko! Tama, Kula! Wy przypilnujecie te małe napastniczki!-mówiąc to patrzył na dziewczyny które ciągle były gotowe walczyć nawet z większym od siebie przeciwnikiem.


Ciąg dalszy nastąpi. 


Koniec na dziś. Mam nadzieję że się podoba. Następną część napiszę jutro jak będę miała czas. Jeszcze raz życzę wam aby sąsiedzi byli chojni. Upiornego Halloween! Bu ha ha ha ha ha ha!


niedziela, 25 października 2015

Rozdział 5

Hejka! Wybaczcie, że nie pisałam taki długi czas, ale miałam za dużo na głowie. Chcę wam to teraz wynagrodzić.
Przypomniało mi się,  że nie dodałam zdjęć Nzuri i Mafuy, więc proszę

imię: Nzuri
wiek: 5 lat
rodzina: mąż Mafua,
córka Ulinzi.
charakter: w rzeczywistości jest bardzo troskliwą
matką, została zmuszona by porzucić
swoje jedyne dziecko, jest wytrwała i stanowcza


imię: Mafua
wiek: 5 lat
rodzina: żona Nzuri, córka Uliczki
charakter: troskliwy, opiekuńczy, waleczny



Rozdział 5


Przyjaciółki opuściły zdziwione stado. Znalazły dość dużą i przestronną jaskinię, a niedaleko niej znajdowało się małe źrudełko. Ulinzi poszła poszukać jedzenia, ale tym razem nie była sama. Razem z nią poszła Luna. Pod czas szukania pożywienia rozmawiały ze sobą
-Jak się czujesz po spotkaniu z rodzicami?-spytała mała wadera
-Lżej, w końcu mogłam powiedzieć to co mi na sercu ciążyło.-odparła z uśmiechem lwiczka.
-Wiesz, przyjrzałam się twojej mamie. I zauważyłam, że ona ma na czole pół księżyc.-powiedziała szczeniak
-Tak. No i co z tego?-spytała szara
-To że nasuwa się jedno pytanie. Czemu ciebie wygrali ze stada a nie ją?-odrzekła Luna
-Już ci odpowiadam. Adui nie wygnał mojej matki, ponieważ oni są rodzeństwem.-odpowiedziała Ulinzi
-Och. Przepraszam jeżeli to pytanie cię uraziło.-powiedziała Luna
-Przestań. Wcale mnie nie uraziło.-odparła lwiczka. Obie złapał po pięć tłustych świstaków. Po powrocie i zjedzeniu kolacji przyjaciółki postanowiły się pobawić. Kiedy skończyły zabawę postanowiły się przejść. Księżyc świecił bardzo jasno więc wszystko dobrze widziały. Pod czas przechadzki na trafiły na ojca Ulinzi. Lwiczka odwróciła się do niego tyłem i powiedziała
-Chodźcie dziewczyny. Nie ma tu nic ciekawego.-wadera poszły za koleżanką, ale lew nie dał za wygraną, zastąpił im drogę.
-Czego znowu chcesz?!-spytała poirytowana Ulinzi
-Chcę porozmawiać. Możemy na osobno ścianie?-spytał lew poczym spuścił nieco głowę.
-Nie! One mają być przy tej rozmowie! Ufam im bardziej niż tobie lub mamie!-odparła zła lwiczka
-A o czym chcesz rozmawiać z Ulinzi!? Czy nie dość sprawili jej cierpienia!?-pytała podenerwowa Swiftkill
-Nie zasługujesz na jej uwagę po tym wszystkim!-powiedziała Bloodspill
-Za dużo się przez was nacierpiała!-dodała Luna
-Lepiej się stąd wynoś! Może i jesteśmy małe, ale za to mamy przewagę liczebną!-zagroziła Sparkle
-Spokojnie dziewczyny. Jak my zależy to z nim pogadam. A z resztą będziecie przy tej rozmowie.-uspokajała je Ulinzi
-Chciałbym cię przeprosić, przeprosić za to, że cię porzuciliśmy. Chciałbym też, abyś wróciła ze mną do stada.-powiedział lew. Lwiczka usiadła i chwilę się zastanowiła.
-Nie ma takiej opcji! Co ty sobie w ogóle myślisz!? Że przeprosisz i powiesz kilka słodkich słówek i już mam ci wybaczyć!? W twoich snach!-odparła
-Proszę, twoja mama ma ci coś ważnego do powiedzenia.-prosił dalej Mafua
-Nie! Zdania nie zmienię! A jak ma mi coś ważnego do powiedzenia to niech sama przyjdzie!-powiedziała stanowczo. Lew miał coś powiedzieć, ale zanim to zrobił odezwała się Blood
-Głuchy jesteś czy mam ci to przeliterować!? Powiedziała NIE! N-I-E, NIE!
-Bloodspill spokojnie. Ten lew już sobie idzie.-uspokajała ją Luna
-Właśnie. Uspokuj się bo ci jeszcze żyłka na czole pęknie.-zażartowała Swift.
-Chciałem powiedzieć, że jesteś tak samo uparta jak twoja mama. Powiem jej, żeby do ciebie przyszła.-powiedział lew. Wszyscy się rozeszli w swoje strony. Przyjaciółki wróciły na miejsce postoju, a Mafua wrócił do Nzuri. Leica z oddali zauważyła swojego męża i pobiegła do niego spytać się jak poszła rozmowa.
-Nie za dobrze, nie ma zamiaru wrócić. W sumie to się jej nie dziwie. Po tym wszystkim co zrobiliśmy. Wynika, że to wszystko przez twojego brata i jego zazdrość.-powiedział lew
-A przyjdzie chociaż ze mną porozmawiać?-spytała z nadzieją. 
-Nie. Powiedziała, że jeśli masz jej coś do powiedzenia to sama masz do niej iść.-odparł Mafua.
-Więc idę. Ona musi to wiedzieć. Gdyby mój niewydarzony brat pytał gdzie jestem, powiedz mu, że poszłam się przejść.-oznajmiła Nzuri. Po około pół godziny lwica dotarła do postoju naszych bohaterek. Na powitanie wyszła jej Swiftkill
-Czego tu szukasz?-spytała groźnie
-Mojej córki.-odparła
-Nie namówisz jej do powrotu. Wiem, że kilka razy już ją zostawialiście, ale zawsze wracała bo ją o to prosiliście. Ale teraz już postanowiła. Więc wracaj tam skąd przyszłaś!-powiedziała zła Swiftkill
-Skąd ty o tym wiesz?-spytała Nzuri
-Powiedziała nam to.-odparła samiczka. Ulinzi usłyszała, że Swift z kimś rozmawia i wyszła z jamy by się przekonać z kim. Podeszła do przyjaciółki
-Swiftkill, co ona tu robi?-spytała zła lwiczka
-Ulinzi, proszę wysłuchaj tylko to co mam ci do powiedzenia i sobie pójdę.-prosiła lwica
-Mów!-rozkazał szara
-No dobra. Po pierwsze, sprawa nosorożców...
-Chwila! Skąd ty w ogóle wiesz o nosorożców?!-spytała Luna, która razem z Bloodspill i Sparkle przyszły zobaczyć co się dzieje.
-Stąd, że to Adui kazał dwóm lwicą przecedzić je w waszą stronę. Próbowałam go powstrzymać, ale nie miałam szans.-odparła Nzuri
-A ten idiota skąd wiedział gdzie jesteśmy!?-spytała zła Ulinzi
-Nie wiem. A teraz ta druga sprawa.
-Jaka? Taka, że przyprowadziłaś ze sobą Aduiego?-spytała ironicznie lwiczka
-Nie. Drugą sprawą jest to, że...będziesz miała rodzeństwo.-powiedziała lwica. Lwiczkę i jej przyjaciółki Ra wiadomość wprawia w osłupienie. Ulinzi  ie wiedziała co ma zrobić. Czy wrócić do stada czy nie? Ciszę, która na stała po tym wyznaniu przerwała Nzuri
-Więc, wrócisz do stada?-spytała z nadzieją. Lwiczka się otrząsneła i odpowiedziała
-Nie. Bardzo mi przykro, że moje rodzeństwo będzie przeżywało ten sam koszmar co ja. Ale niestety nic na to nie poradzę, a teraz idź sobie. Nie chcę cię więcej widzieć na oczy, a zwłaszcza Aduiego i jego kapryśnej żoneczki Msaliti.-po czym podeszła do brzucha swojej matki położyła na nim łapę i powiedziała do swojego jeszcze nie narodzonego rodzeństwa
-Bardzo mi przykro. Chciałabym wam pomóc, ale nie mogę. Przepraszam.-zdjęła łapę z brzucha Nzuri i poszła w stronę jamy. Przed wejściem przystaneła i rzuciła przez ramię do swojej matki
-Jeśli to będą dwaj chłopcy to daj jednemu na imię Tinaar, a drugiemu Luk.-i weszła do środka. Nzuri przygnębiona wróciła do stada i opowiedziała całą rozmowę swojemu mężowi. Ulinzi tym czasem leżała razem ze swoimi przyjaciółkami w jamie i rozmyślała co ma robić dalej
-Ulinzi, jak się czujesz?-spytała Bloodspill
-Tak sobie. Dzięki że pytasz.-odparła
-Jutro idziemy dalej. Masz zamiar jeszcze odwiedzić swoich rodziców?-spytała
-Nie Blood. Chcę zacząć nowe życie razem z moją nową rodziną. Czyli wami! Nie zrobię tego wciąż rozpamiętując dawne krzywdy. Ale niestety żal mi mojego jeszcze nienarodzonego rodzeństwa, pociesza mnie myśl, że skoro ja dałam radę to i oni muszą dać.-powiedziała nieco rozweselona Ulinzi.
-No i o to chodzi! Pozytywne myślenie to podstawa!-powiedziała Swiftkill
-Ta, to podstawa. No dobra pora spać dobranoc!-powiedziała lwiczka
-Dobranoc!-odparły chórem małe wadery. 




No nie! Znów się za bardzo rozpisałem. Bardzo was za to przepraszam.  Mam nadzieję, że się podobało! Miłego czytania!

sobota, 17 października 2015

Rozdział 4

Hej hej moi mili! Jak się miewacie? Mam nadzieję, że dobrze. No dobra dość tego gadania, pora na dalszy ciąg.



Rozdział 4


Następnego ranka Ulinzi wstała jako pierwsza, następnie weszła na drzewo by się trochę rozejrzeć i zorientować gdzie się dokładnie znajdują. Gdy nagle...
-DZIEWCZYNY! SZYBKO WSTAWAJCIE I WŁAŹCIE NA DRZEWO! STADO NOSOROŻCÓW PĘDZI W NASZĄ STRONĘ!-krzyczała na całe gardło lwiczka. Walery w stały jak najprędzej, Ulinzi tym czasem zeszła na ziemię by pomóc się im wdrapać na drzewo. Lwiczka w kilka chwil znalazła się na gałęzi tuż obok Luny.
-Rany. Było blisko. Dzięki, że nas obudziłaś Ulinzi.-powiedziała Sparkle. Kiedy pędzące stado oddaliło się na bezpieczną odległość, przyjaciółki zeszły z drzewa.
-Coś tu nie gra. Nosorożce zwykle nie zapuszczają się w te strony.-oznajmiła lwiczka
-Więc co je tu mogło sprowadzić?-spytała Bloodspill
-Nie wiem, ale coś mi mówi, że niedługo się dowiemy. Po obfitym śniadaniu złapanym przez lwiczkę przyjaciółki ruszyły dalej. Pod czas podróży nic ciekawego się nie działo, aż tu nagle na Swiftkill wpada jakiś nieznajomy lewek
-Uważaj jak biegniesz!-warknęła na niego młodsza siostra Blood.
-Czekaj no chwilę. Ja cię skądś kojarzę... Już wiem ty jesteś z mojego starego stada!-powiedziała lwiczka po cz rzuciła się na lewka i przygwoździła go do ziemi szczerząc do niego zęby z wściekłości.
-Czego tu szukasz!? I jak masz na imię!?-warknęła Ulinzi
-Jestem Hamu, a ciebie szuka przywódca stada. I zejdź ze mnie w końcu!-odparł lewek. Ulinzi chodź niechętnie puściła przybysza z uścisku, ale nadal nie spuszczała z niego morderczego spojrzenia.
-Z jakiego stada jesteś?-spytała Blood
-A co cię to obchodzi? To, to dziwadło nie powiedziało wam skąd pochodzi? No w sumie mogę wam powiedzieć. Ja i ona pochodzimy ze stada Nomadów.-wyjaśnił Hamu
-Nomadów?-powtórzyła Sparkle
-Tak, nomadów. To znaczy, że podróżują z miejsca na miejsce.-odparła lwiczka.
-No dobra dość tego dobrego. Chodź idziemy.-rozkazał lewek
-Nigdzie z tobą nie idę! A z resztą czego on może ode mnie chcieć ten idiota. Pewnie skądś się dowiedział, że żyje i chce mnie zabić!-odparła lwiczka
-Nie oto chodzi. Chodzi o twoich rodziców.-wyjaśnił po irytowany Hamu. Ulinzi spuścił głowę na wspomnienie o nich, podeszła do niej Luna i przytulił się
-Jeżeli chcesz to idź, zaczekamy tu na ciebie, a jeżeli będziesz chciała zostać w stadzie to my sobie jakoś poradzimy.-powiedziała mała wilczyca. Lwiczka odwzajemniła uścisk i powiedziała
-Nie Luno, na pewno tam nie wrócę. A jeżeli mam tam iść, to idziemy wszystkie. Zrozumiano Hamu!?-ostatnie zdanie skierowała do lewka
-Jasne, tylko ruszcie się wreszcie!-powiedział zdenerwowany. W końcu przyjaciółki ruszyły za lewkiem. Trzymały się jednak w bezpiecznej odległości. Nie za blisko by nie słyszał o czym rozmawiają, ale i nie za daleko by nie stracić go z oczu.
-To pewnie pułapka. Nie ufam mu ani za grosz. Lepiej ob myślmy plan ucieczki.-powiedziała szeptem Bloodspill
-Żadna z nas mu nie ufa. Ja proponuję taki plan, kiedy będzie się robiło nieprzyjemnie, to Ulinzi da nam znać i wszystkie damy drapaka.-zaproponowała Sparkle. Wszystkie się zgodziły na taki pomysł. Po drodze ob myślały jego szczegóły. Wędrówka była długa. Kiedy dotarli słońce chyliło się ku zachodowi, Hamu od razu odłączył się od przyjaciółek i pobiegł do rodziców.
-No proszę, kogo to moje piękne oczy widzą. Ulinzi, widzę, że przyprowadziłaś ze sobą koleżanki. Jak miło.-przywitał ją Adui przywódca stada
-Tak, przyprowadziłam ze sobą przyjaciółki. Problem!?-odparła zdenerwowana lwiczka
-Nie, żaden problem.-odparła żona przywódcy stada Msality
-Msality, tak samo okropna jak zwykle.-powiedziała z uśmieszkiem lwiczka.
-O TY MAŁY DZIWOLĄGU! JA CIĘ TU ZARAZ NAUCZĘ SZACUNKU DO STARYCH!-krzyknęła Msality i już miała się zamachnąć by uderzyć lwiczkę, ale Adui zdążył ją powstrzymać.
-Nie denerwuj się skarbie. Złość piękności szkodzi, a ty jesteś za piękną by się złościć.-powiedział po czym przytulił się do niej.
-Ooo... jak słodko. Aż się niedobrze robi.-powiedziała lwiczka. Para puściła te słowa mimo uszu. Do Ulinzi podeszła jakaś inna lwiczka i powiedziała
-Co ty masz na czole? Nie mem pojęcia co to jest ale naprawdę dziwnie to wygląda. A ta twoja sierść? Może i nasza przywódczyni też ma szary odcień, ale jej to pasuje. A tobie? Ha ha ha! To prawda co o tobie mówią. Jesteś jednym wielkim dziwolągiem.-powiedziała i zaczęła się śmiać. Ulinzi nie wytrzymała i rzuciła się na nią i zaczęły walczyć. Szczenięta podbiegł by rozdzielić walczące lwiczki. Było trudno ale się udało. Lwiczka odeszła jak najprędzej od Ulinzi by ta znów się na nią nie rzuciła. Adui nawet nie zareagował
-Spokojnie mała, bez nerwów. Ja...
-Bez nerwów? BEZ NERWÓW!? JAK MAM SIĘ NIE DENERWOWAĆ SKORO MNIE PORZUCILIŚCIE! ZOSTAWILIŚCIE MNIE NA PEWNĄ ŚMIERĆ!-przerwała Aduiemu Ulinzi
-USPOKUJ SIĘ SMARKULO! WEZWAŁEM CIĘ TYLKO DLA TEGO BO KTOŚ CHCIAŁ SIĘ Z TOBĄ ZOBACZYĆ!-krzyknął lew. Nagle dało się słyszeć czyjeś wołanie
-Ulinzi, skarbie gdzie jesteś?!-to była Nzuri matka Ulinzi razem z Mafuą jej ojcem. Para czym prędzej pobiegła w stronę lwiczki
-Mama? Tata?-pytała z niedowierzaniem lwiczka.
-Och kochanie, tak się o ciebie martwiliśmy.-powiedział Mafua
-Ta jasne. Teraz udajecie troskliwych i kochających. Kiedy tu szłam razem z dziewczynami powiedziały mi, że to może być pułapka. Ale ja im powiedziałam, że jeśli się dowiem czemu mnie porzuciliście to warto zaryzykować. Więc słucham. Czemu mnie zostawiliście na pastwę losu?-powiedziała Ulinzi
-No tak zostawiliśmy cię, ale prosimy zostań z nami.-powiedziała jej mama
-Ale co? Nic. Wiecie co, nie chce mi się z wami rozmawiać. Jeżeli bym z wami została to znów by się to powtórzyło. A ja nie chcę znowu cierpieć.-powiedziała lwiczka odwróciła się podeszła do przyjaciółek i powiedziała do rodziców przez ramię
-Wiecie, dzięki że mnie porzuciliście. Dzięki temu poznałam prawdziwe przyjaciółki. Poznałam Swiftkill, Lunę, Bloodspill i Sparkle.
-Dobrze zrobiłaś moja droga.-powiedział głos którego nikt w stadzie nie znał, ale dziewczyny wiedziały doskonale do kogo on należy. To była Huduma, która pojawiła się za plecami Swiftkill, Bloodspill,  Sparkle, Luny i Ulinzi. Całe stado było zdumiony,  a zwłaszcza Adui i Nzuri. 
-Należy stawić czoła przeszłości i się z nią zmierzyć, a do tego potrzebne jest sporo odwagi. Ta oto lwiczka pokazała, że ma w sobie sporo odwagi, a jej przyjaciółki mają w sobie tyle samo odwagi co ona. Pokazały też troskę o nią przychodząc tu razem z nią. Należy brać z nich przykład. Przykład jak należy być dobrym przyjacielem, siostrą. Jak być dobrą rodziną.-powiedziała lewica po czym zniknęła tak nagle jak się pojawiła.
-Chodźcie dziewczyny, poszukamy jakiegoś schronienia, najlepiej przy jakimś źródle wody.-powiedziała Ulinzi. Przyjaciółki odeszły zostawiając osłupiałe stado.




No to tyle. Ale się napisałam. Bardzo was przepraszam, miałam przydzielić ten rozdział na części, ale kiedy miałam kończyć mówiłam sobie "Dopiszę jeszcze tylko kilka zdań i koniec." Kilka zdań to, to na pewno nie było. Miłego czytania. Sorry za błędy jakie popełniłam przy pisaniu.

środa, 14 października 2015

Rozdział 3 cz 2

Hejka! Macie tu ciąg dalszy opowiadania. Mam nadzieję że się wam spodoba.



Rozdział 3 cz 2

 -Pochodzimy z Europy. Ja i Swiftkill pochodzimy z Watahy  Wilczej Krwi. A teraz odpowiem na twoje drugie pytanie: Ludzie polują na wszystko.-wyjaśniła Bloodspill
-A wy jesteście z tej samej watahy co Swiftkill i Bloodspill?-spytała Ulinzi
-Nie. Ja i Luna pochodzimy z Watahy Wilków Nowiu.-odparła Sparkle.
-Wasi rodzice pewnie się o was martwią.-powiedziała lwiczka, po czym wstała i na piła się wody.
-Pewnie nie, a jak już to tylko o Swiftkill. Mną to się nie interesowali. I w sumie wisi mi to czy się o mnie martwią czy nie. Mam Swift i tylko to się liczy.-odparła starsza siostra Swiftkill. Następnie podeszła do siostry i się do niej przytuliła. Sparkle zrobiła to samo, wyjaśniła też, że ich rodzice byli przywódcami stada i że nie zawsze mieli dla nich czas.
-Wy bynajmniej macie siebie, lwy z mojego stada mną pomiatały i poniżały. Moi rodzice to już w ogóle się mną nie interesowali. Zawsze byłam sama, działałam na własną łapę. Kiedy  skończyłam 10 miesięcy zostawili mnie na pastwę losu, na pewną śmierć.-ostatnie zdanie Ulinzi wypowiedziała przez łzy. Nagle za lwiczką pokazała się biała postać lwicy. Szczenięta były wystraszone, za to lwiczce było wszystko jedno. Małe wilczyce bardzo się bały, ale Bloodspill wzięła się w garść i spytała
-K...k...kim jesteś? Nie zrobisz nam krzywdy, prawda?
-Mam na imię Huduma i jestem duchową przewodniczką tej oto lwiczki. Jestem też jej babcią i nie mam zamiaru zrobić wam krzywdy.-odparła
                                           
Lwiczka opanowała płacz i stanęła przed Hudumą.
-Jestem Ulinzi, a to są...-lwica podniosła łapę na znak by lwiczka przestała mówić poczym powiedziała
-Wiem kim jesteście. I na prawdę nie musicie się mnie bać, nic wam nie zrobię-szczenięta nieco zbliżyły się do Hudumy
-Czy my też mamy swoich przewodników?-spytała niepewnie Luna
-Każdy z nas ma swojego duchowego przewodnika i swoje przeznaczenie do odkrycia. Wasi przewodnicy pokażą się w swoim czasie.-odpowiedziała. Huduma podeszła do Ulinzi, usiadła przed nią i podniosła jej głowę by mogła popatrzeć w jej oczy
-Jesteś bardzo wyjątkową lwiczką, tak samo jak twoje przyjaciółki. Razem przeżyjecie wiele wspaniałych przygód, ale to zależy czy będziecie podrużować razem.-powiedziała lwica. Ulinzi podeszła do przyjaciółen i spytała
-Czy wy chcecie zostać w Afryce czy wrócić do domu?
-Ulinzi, my nie chcemy wracać do domu. Bo my już go nie mamy, ale nie myśl też, że nie chcemy z tobą podrużować.-odparła Swiftkill
-Czyli idziecie ze mną, i nie przeszkadza wam to jak wyglądam? Łał! Sądziłam że  nigdy  nie znajdę przyjaciół.-powiedziała podekscytowana lwiczka
-Posłychaj, my nigdy cię nie zostawimy w potrzebie i...
-Zawsze będziemy z tobą!-dokończyła za Sparkle Luna
-Będziemy najlepszymi przyjaciółkami. Na dobre i na złe.-powiedziały chórem wadery.
-Wygląda na to że mój czas nadszedł i, że wasza przyjaźń będzie bardzo mocna i nie rozerwalna.-powiedziała Huduma, która zaczęła się rozmywać
-Czekaj! Spotkamy się jeszcze?-spytała Ulinzi
-Ależ oczywiście! Żegnajcie!-odparła lwica i zniknęła. Ulinzi podeszła do swoich przyjaciółek i każdą po kolei uściskała.
-Wiecie co, nie sądziłam że będziecie chciały ze mną iść. To będzie początek wspaniałej przygody i za razem przyjaźni. Chodźcie idziemy spać.-powiedziała lwiczka. Przyjaciółki położyły się pod drzewem i zasnęły. Miały bardzo spokojny sen.



No to tyle na dziś. Piszcie jeżeli coś będzie niejasne, odpowiem na wszystkie pytania.

sobota, 10 października 2015

Rozdział 3

Siemanko! Jak się miewacie? Mam nadzieję że dobrze bo: Wczoraj był piątek, weekendu początek!!! Post miał się pojawić wczoraj, ale niestety nie miałam czasu. No ale wczoraj było wczoraj, a dziś jest dziś! A oto i dalsza część opowiadania.



Rozdział 3

Fale wyrzuciły skrzynię na brzeg, która pod wpływem silnego uderzenia się otworzyła. Samiczki były wolne.
-Co za podróż. Gorszej chyba świat nie widział.-powiedziała Bloodspill
-Moje biedne, obolełe kości, cała zeszytwniałam.-narzekała Swiftkill
-Nie tylko twoje, ale na szczęście wydostałyśmy się z tej skrzyni i ze statku. Pozytyw jest taki, że w końcu jesteśmy wolne.-oznajmiła Sparkle
-Gdzie my jesteśmy? Co to za miejsce?-pytała Luna, rozglądając się po okolicy.
-To jest Afryka. To tu się urodziłam i zostałam porzucona.-odpowiedziała Ulinzi, która właśnie skończyła się rozciągać.
-To co my teraz zrobimy? Nie mamy jedzenia, wody ani nawet miejsca do spania. Co z nami będzie?-pytała młodsza siostra Blood. Lwiczka nic nie odpowiedziała, wstała i przeszła kilka kroków, po czym przystanęła.
-Idziecie?-spytała
-Niby dokąd?-spytany chórem małe wadery.
-Znaleźć jedzenie, picie i co ważniejsze schronienie.-odparła i ruszyła dalej. Bloodspill podeszła do przyjaciółek i siostry i powiedziała konspiracyjnym szeptem.
-Nie możemy jej ufać. A co jeśli ona ma złe zamiary? Przecież nie znamy jej za dobrze.
-Blood, wiem że znamy ją krótko, ale musimy jej zaufać. Ona nie ma złych zamiarów. A zresztą ona zna to miejsce lepiej niż my.-powiedziała Swift nieco zła na siostrę za to że nikomu nawet nie spróbuje zaufać. Po skończonej rozmowie szczenięta dogoniły Ulinzi, która czekała na nie kilka metrów dalej. Podczas wędrówki dziewczyny rozmawiały, śmiały się i poznawały coraz lepiej. Wadery przekonały się, że lwiczka nie ma złych zamiarów, odkryły też, że ma wielkie poczucie humoru. Po kilku godzinnej wędrówce zapadła noc.
-Jestem zmęczona i głodna. Zrobimy postój?-powiedziała Luna
-Patrzcie! Przed nami jest mała sadzawka. Tam odpoczniemy i wyruszymy, kiedy wstanie dzień.-oznajmiła Sparkle
-Ok, to wy idźcie, ja poszukam czegoś do jedzenia i zaraz wracam.-oznajmiła Ulinzi. Tak też zrobiły, szczenięta poszły w kierunku sadzawka, napiły się świeżej wody i położyły się pod drzewem rosnącym koło sadzawki. Poszukiwania lwiczki okazały się owocne, złapała pięć bardzo tłustych świstaków i zaniosła je na miejsce postoju.
-Proszę i smacznego.-powiedziała Ulinzi
-Dzięki i wzajemnie.-odpowiedziały chórem małe wadery. Po skończonym posiłku przyjaciółki postanowiły popatrzeć w gwiazdy.
(Niby że Sparkle i Swiftkill też tam są)
-Piękne gwiazdy, prawda? Miło jest poleżeć i popatrzeć na nie.-powiedziała lwiczka
-Prawda.-odparła Bloodspill
-Skąd pochodzicie i jak złapali was ludzie? Myślałam że polują tylko na lwy, nosorożce i słonie.-spytała lwiczka.

C.D.N

To na dzisiaj tyle. W następnej notce dowiecie się co dalej.
;-)

wtorek, 6 października 2015

Rozdział 2

Witajcie! Mam nadzieję, że ten dzień mija wam bardzo spokojnie i że humorki dopisują. Macie tu kolejny rozdział. Miłej lektury!




imię: Ulinzi
wiek: 10 miesięcy
rodzina: ojciec Mafua, matka Nzuri
charakter: inteligentna, sprytna, waleczna, świrnięta (czasem XD), odpowiedzialna




Rozdział 2


-Nigdy was tu nie widziałam. Jesteście z innej watahy?-spytała Sparkle
-Tak. Wy jak mniemam też, teraz przepraszam musimy iść.-odparła Bloodspill po czym przepchnęła się pomiędzy siostrami.
-Przepraszam za siostrę, jest trochę nie ufna.-przeprosiła je Swiftkill
-Nic się nie stało. Co wy robicie same, bez rodziców?-spytała Luna. Blood usłyszawszy to pytanie odwróciła się i odrzekła
-Uciekamy od nich, nie traktowali nas tak jak powinni. A wy?-Swift kiedy to usłyszała popatrzyła pytająco na siostrę, ta podeszła do niej i powiedziała jej na ucho
-Później ci wyjaśnię.-po czym szturchnęła lekko Swift w bok.
-Naszą watahę zaatakowali ludzie, wyłapali wszystkie wilki, tylko my uciekłyśmy. Zdążyłyśmy podsłuchać tylko, to jak mówią że...-Luna spuściła wzrok, a z jej oczu zaczęły lecieć łzy. Sparkle przytuliła się do niej i próbowała ją pocieszyć. Nagle zza krzaków wyszli ludzie i zarzucili na nie siatkę, powiedzieli że one cędą jako domowe zwierzęta. Wsadzono je w klatki, a potem na statek. A na statku...
-Hej, jesteście całe?-spytał pewien głos
-Tak, kim i czym ty jesteś?-pytała nieco oszołomiona Swiftkill
-Jestem lwiczką i mam na imię Ulinzi.-przedstawiła się. Szczenięta były zdziwione, nigdy nie widziały lwa a co dopiero lwiątka. Patrzyły tak na nią przez jakiś czas. Pierwsza odezwała się Swift
-Jestem Swiftkill, a to moja starsza siostra Bloodspill.-przedstawiła siebie i siostrę
-A ja to Sparkle, a to moja  młodsza siostra Luna.-powiedziała wadera
-Co ty masz na czole?-spytała Luna, Sparkle chciała ją szturchnąć i powiedzieć żeby odwołała pytanie ale sama była ciekawa co to jest. Ulinzi patrzyła chwilę na nie, nie wiedząc o co chodzi, po czym sobie przypomniała.
-Aaa...to o to wam chodzi. Mi to w ogóle nie przeszkadza, niestety moje stado uznało mnie za dziwadło, i kiedy skończyłam 10 miesięcy moje stado zostawiło mnie na pastwę losu.-wyjaśniła zasmucona lwiczka.
-Przykro nam.-powiedziały chórem szczenięta. Nagle do ładowni wpadł zdenerwowany człowiek i wrzucił lwiczkę i wilczki do jednej skrzyni i pozbył się klatek
-Nic tu nie ma, tylko skrzynie z towarem.-powiedział kapitan wchodząc do ładowni razem z inspektorem
-Zobaczymy kapitanie, zobaczymy. Otrzymaliśmy wiadomość z Afryki, że jeden ze statków przemyca dzikie zwierze, więc tak szybko się mnie nie pozbędziecie.-powiedział stanowczo inspektor
Po godzinie...
-No dobra, możecie płynąć dalej.-powiedział inspektor i wyszedł. Statek odpłynął od brzegu, na drugi dzień statek trafił na skały. Skrzynia w której znajdowały się dziewczyny została porwana przez fale. A te sprawiły że skrzynia trafiła do Afryki.




Proszę bardzo! Mam nadzieję że się podoba. Miłego dnia!

niedziela, 4 października 2015

Rozdział 1

Siema! Mama nadzieję, że weekend był udany. Macie tu rozdział obiecany wcześniej, ale najpierw małe przedstawienie postaci, które wystąpią w tym rozdziale:


                                                                           imię: Luna 
wiek: 5miesięcy
rodzina: została jej tylko starsza siostra Sparkle
charakter: miła, zabawna, uczynna, zadziorna
imię: Sparkle
wiek: 5miesięcy
rodzina: młodsza siostra Luna
charakter: opiekuńcza, sympatyczna, ufna, uparta
imię: Bloodspill (po lewo) i Swiftkill (po prawo)
wiek: 6miesięcy
charakter: (Bloodspill) nie ufna, opiekuńcza, odpowiedzialna, zaradna
(Swiftkill) ufna, odważna, uparta, sympatyczna

No dobra, a teraz zaczynamy!
 
 
Rozdział 1
 
Pewnego dnia, w pewnej watasze przyszły na świat niezwykłe siostry. Starsza miała na imię Bloodspill a młodsza Swiftkill. Rodzice oczywiście faworyzowali tą młodszą. Ciągle dochodziło między córkami a rodzicami do kłótni.
-Dlaczego Bloodspill ma spać na dworze? Przecież pada, a w jaskini jest ciepło i przytulnie.-spytała Swifkill
-Zasługuje na karę, zaatakowała cię przecież.-odpowiedział Jack tata sióstr
-To była tylko zabawa, nic więcej.-tłumaczyła się Blood
-Skoro Bloodspill śpi na dworze ta ja też.-odparła młodsza po czym siostry wyszły z jaskini. Po przejściu kilku metrów...
-Dzięki Swift, wiesz że nie musiałaś tego robić.-powiedziała starsza
-Jesteśmy siostrami a siostry muszą trzymać się razem bez względu na wszystko. Rodzice niech mówią co chcą ja i tak zdania nie zmienię.-odparła młodsza. Po tych słowach siostry położyły się spać w małej grocie, którą znalazły. Następnego dnia siostry nie wróciły do rodziców, postanowiły że uciekną od rodziców, którzy nie traktują ich po równo. A że inne szczenięta się z nimi nie zadawały, to mogły całkowicie niewidoczne opuścić watahę.
-To gdzie my teraz pójdziemy?-spytała Swiftkill
-Tam gdzie nas łapy poniosą Swift, tam gdzie nas łapy poniosą.-odrzekła Bloodspill. Nagle wpadły dwie siostry z innej watahy.
-Hej, jestem Luna
-A ja Sparkle.-przedstawiły się siostry
-A ja Bloodspill.-przedstawiła się ozięble. Zawsze tak traktowała nieznajomych. Musiała wpierw lepiej je poznać by obdarzyć je zaufaniem.
-A ja Swiftkill.-przedstawiła się z entuzjazmem.


To na tyle. Życzę miłego czytania, zostawcie swoje opinie w komentarzach!



sobota, 3 października 2015

HEJKA!!!

Hejka! Dopiero zaczynam przygodę z blogiem, więc chciałabym opisać co będę pisać. Będę pisała z resztą jak sama nazwa wskazuje opowiadania o losie stada mężnych lwów. Pisała będę o początku stada i jego losach. posty będą co jakieś 2-3 dni (mogą być nieco później lub wcześniej). Teraz chcę uwzględnić zasady panujące na tym blogu:

1.NIE KOPIUJEMY TEKSTÓW I OBRAZKÓW!

2.Odnosimy się do siebie z szacunkiem.

3.Szanujemy zdanie innych.

4.Nie piszemy wulgaryzmów w komentarzach.

5.Jeśli komuś będzie się działa krzywda powinien natychmiast to zgłosić do mnie.

6.Jeżeli komuś nie spodoba się blog, to niech go nie czyta. Nikt go nie będzie zmuszać.

W kwestii regulaminy to na chwilę obecną tyle. Jeśli o czymś zapomniałam proszę pisać w komentarzach. Być może pierwszy rozdział pojawi się jeszcze dziś. Tu pojawia się pytanie do was. Czy chcecie najpierw przedstawienie postaci czy rozdział? Odpowiedź w komentarzu.