Przypomniało mi się, że nie dodałam zdjęć Nzuri i Mafuy, więc proszę
imię: Nzuri
wiek: 5 lat
rodzina: mąż Mafua,
córka Ulinzi.
charakter: w rzeczywistości jest bardzo troskliwą
matką, została zmuszona by porzucić
swoje jedyne dziecko, jest wytrwała i stanowcza
imię: Mafua
wiek: 5 lat
rodzina: żona Nzuri, córka Uliczki
charakter: troskliwy, opiekuńczy, waleczny
charakter: troskliwy, opiekuńczy, waleczny
Rozdział 5
Przyjaciółki opuściły zdziwione stado. Znalazły dość dużą i przestronną jaskinię, a niedaleko niej znajdowało się małe źrudełko. Ulinzi poszła poszukać jedzenia, ale tym razem nie była sama. Razem z nią poszła Luna. Pod czas szukania pożywienia rozmawiały ze sobą
-Jak się czujesz po spotkaniu z rodzicami?-spytała mała wadera
-Lżej, w końcu mogłam powiedzieć to co mi na sercu ciążyło.-odparła z uśmiechem lwiczka.
-Wiesz, przyjrzałam się twojej mamie. I zauważyłam, że ona ma na czole pół księżyc.-powiedziała szczeniak
-Tak. No i co z tego?-spytała szara
-To że nasuwa się jedno pytanie. Czemu ciebie wygrali ze stada a nie ją?-odrzekła Luna
-Już ci odpowiadam. Adui nie wygnał mojej matki, ponieważ oni są rodzeństwem.-odpowiedziała Ulinzi
-Och. Przepraszam jeżeli to pytanie cię uraziło.-powiedziała Luna
-Przestań. Wcale mnie nie uraziło.-odparła lwiczka. Obie złapał po pięć tłustych świstaków. Po powrocie i zjedzeniu kolacji przyjaciółki postanowiły się pobawić. Kiedy skończyły zabawę postanowiły się przejść. Księżyc świecił bardzo jasno więc wszystko dobrze widziały. Pod czas przechadzki na trafiły na ojca Ulinzi. Lwiczka odwróciła się do niego tyłem i powiedziała
-Chodźcie dziewczyny. Nie ma tu nic ciekawego.-wadera poszły za koleżanką, ale lew nie dał za wygraną, zastąpił im drogę.
-Czego znowu chcesz?!-spytała poirytowana Ulinzi
-Chcę porozmawiać. Możemy na osobno ścianie?-spytał lew poczym spuścił nieco głowę.
-Jak się czujesz po spotkaniu z rodzicami?-spytała mała wadera
-Lżej, w końcu mogłam powiedzieć to co mi na sercu ciążyło.-odparła z uśmiechem lwiczka.
-Wiesz, przyjrzałam się twojej mamie. I zauważyłam, że ona ma na czole pół księżyc.-powiedziała szczeniak
-Tak. No i co z tego?-spytała szara
-To że nasuwa się jedno pytanie. Czemu ciebie wygrali ze stada a nie ją?-odrzekła Luna
-Już ci odpowiadam. Adui nie wygnał mojej matki, ponieważ oni są rodzeństwem.-odpowiedziała Ulinzi
-Och. Przepraszam jeżeli to pytanie cię uraziło.-powiedziała Luna
-Przestań. Wcale mnie nie uraziło.-odparła lwiczka. Obie złapał po pięć tłustych świstaków. Po powrocie i zjedzeniu kolacji przyjaciółki postanowiły się pobawić. Kiedy skończyły zabawę postanowiły się przejść. Księżyc świecił bardzo jasno więc wszystko dobrze widziały. Pod czas przechadzki na trafiły na ojca Ulinzi. Lwiczka odwróciła się do niego tyłem i powiedziała
-Chodźcie dziewczyny. Nie ma tu nic ciekawego.-wadera poszły za koleżanką, ale lew nie dał za wygraną, zastąpił im drogę.
-Czego znowu chcesz?!-spytała poirytowana Ulinzi
-Chcę porozmawiać. Możemy na osobno ścianie?-spytał lew poczym spuścił nieco głowę.
-Nie! One mają być przy tej rozmowie! Ufam im bardziej niż tobie lub mamie!-odparła zła lwiczka
-A o czym chcesz rozmawiać z Ulinzi!? Czy nie dość sprawili jej cierpienia!?-pytała podenerwowa Swiftkill
-Nie zasługujesz na jej uwagę po tym wszystkim!-powiedziała Bloodspill
-Za dużo się przez was nacierpiała!-dodała Luna
-Lepiej się stąd wynoś! Może i jesteśmy małe, ale za to mamy przewagę liczebną!-zagroziła Sparkle
-Spokojnie dziewczyny. Jak my zależy to z nim pogadam. A z resztą będziecie przy tej rozmowie.-uspokajała je Ulinzi
-Chciałbym cię przeprosić, przeprosić za to, że cię porzuciliśmy. Chciałbym też, abyś wróciła ze mną do stada.-powiedział lew. Lwiczka usiadła i chwilę się zastanowiła.
-Nie ma takiej opcji! Co ty sobie w ogóle myślisz!? Że przeprosisz i powiesz kilka słodkich słówek i już mam ci wybaczyć!? W twoich snach!-odparła
-Proszę, twoja mama ma ci coś ważnego do powiedzenia.-prosił dalej Mafua
-Nie! Zdania nie zmienię! A jak ma mi coś ważnego do powiedzenia to niech sama przyjdzie!-powiedziała stanowczo. Lew miał coś powiedzieć, ale zanim to zrobił odezwała się Blood
-Głuchy jesteś czy mam ci to przeliterować!? Powiedziała NIE! N-I-E, NIE!
-Bloodspill spokojnie. Ten lew już sobie idzie.-uspokajała ją Luna
-Właśnie. Uspokuj się bo ci jeszcze żyłka na czole pęknie.-zażartowała Swift.
-Chciałem powiedzieć, że jesteś tak samo uparta jak twoja mama. Powiem jej, żeby do ciebie przyszła.-powiedział lew. Wszyscy się rozeszli w swoje strony. Przyjaciółki wróciły na miejsce postoju, a Mafua wrócił do Nzuri. Leica z oddali zauważyła swojego męża i pobiegła do niego spytać się jak poszła rozmowa.
-Nie za dobrze, nie ma zamiaru wrócić. W sumie to się jej nie dziwie. Po tym wszystkim co zrobiliśmy. Wynika, że to wszystko przez twojego brata i jego zazdrość.-powiedział lew
-A przyjdzie chociaż ze mną porozmawiać?-spytała z nadzieją.
-Nie. Powiedziała, że jeśli masz jej coś do powiedzenia to sama masz do niej iść.-odparł Mafua.
-Więc idę. Ona musi to wiedzieć. Gdyby mój niewydarzony brat pytał gdzie jestem, powiedz mu, że poszłam się przejść.-oznajmiła Nzuri. Po około pół godziny lwica dotarła do postoju naszych bohaterek. Na powitanie wyszła jej Swiftkill
-Czego tu szukasz?-spytała groźnie
-Mojej córki.-odparła
-Nie namówisz jej do powrotu. Wiem, że kilka razy już ją zostawialiście, ale zawsze wracała bo ją o to prosiliście. Ale teraz już postanowiła. Więc wracaj tam skąd przyszłaś!-powiedziała zła Swiftkill
-Skąd ty o tym wiesz?-spytała Nzuri
-Powiedziała nam to.-odparła samiczka. Ulinzi usłyszała, że Swift z kimś rozmawia i wyszła z jamy by się przekonać z kim. Podeszła do przyjaciółki
-Swiftkill, co ona tu robi?-spytała zła lwiczka
-Ulinzi, proszę wysłuchaj tylko to co mam ci do powiedzenia i sobie pójdę.-prosiła lwica
-Mów!-rozkazał szara
-No dobra. Po pierwsze, sprawa nosorożców...
-Chwila! Skąd ty w ogóle wiesz o nosorożców?!-spytała Luna, która razem z Bloodspill i Sparkle przyszły zobaczyć co się dzieje.
-Stąd, że to Adui kazał dwóm lwicą przecedzić je w waszą stronę. Próbowałam go powstrzymać, ale nie miałam szans.-odparła Nzuri
-A ten idiota skąd wiedział gdzie jesteśmy!?-spytała zła Ulinzi
-Nie wiem. A teraz ta druga sprawa.
-Jaka? Taka, że przyprowadziłaś ze sobą Aduiego?-spytała ironicznie lwiczka
-Nie. Drugą sprawą jest to, że...będziesz miała rodzeństwo.-powiedziała lwica. Lwiczkę i jej przyjaciółki Ra wiadomość wprawia w osłupienie. Ulinzi ie wiedziała co ma zrobić. Czy wrócić do stada czy nie? Ciszę, która na stała po tym wyznaniu przerwała Nzuri
-Więc, wrócisz do stada?-spytała z nadzieją. Lwiczka się otrząsneła i odpowiedziała
-Nie. Bardzo mi przykro, że moje rodzeństwo będzie przeżywało ten sam koszmar co ja. Ale niestety nic na to nie poradzę, a teraz idź sobie. Nie chcę cię więcej widzieć na oczy, a zwłaszcza Aduiego i jego kapryśnej żoneczki Msaliti.-po czym podeszła do brzucha swojej matki położyła na nim łapę i powiedziała do swojego jeszcze nie narodzonego rodzeństwa
-Bardzo mi przykro. Chciałabym wam pomóc, ale nie mogę. Przepraszam.-zdjęła łapę z brzucha Nzuri i poszła w stronę jamy. Przed wejściem przystaneła i rzuciła przez ramię do swojej matki
-Jeśli to będą dwaj chłopcy to daj jednemu na imię Tinaar, a drugiemu Luk.-i weszła do środka. Nzuri przygnębiona wróciła do stada i opowiedziała całą rozmowę swojemu mężowi. Ulinzi tym czasem leżała razem ze swoimi przyjaciółkami w jamie i rozmyślała co ma robić dalej
-Ulinzi, jak się czujesz?-spytała Bloodspill
-Tak sobie. Dzięki że pytasz.-odparła
-Jutro idziemy dalej. Masz zamiar jeszcze odwiedzić swoich rodziców?-spytała
-Nie Blood. Chcę zacząć nowe życie razem z moją nową rodziną. Czyli wami! Nie zrobię tego wciąż rozpamiętując dawne krzywdy. Ale niestety żal mi mojego jeszcze nienarodzonego rodzeństwa, pociesza mnie myśl, że skoro ja dałam radę to i oni muszą dać.-powiedziała nieco rozweselona Ulinzi.
-No i o to chodzi! Pozytywne myślenie to podstawa!-powiedziała Swiftkill
-Ta, to podstawa. No dobra pora spać dobranoc!-powiedziała lwiczka
-Dobranoc!-odparły chórem małe wadery.
No nie! Znów się za bardzo rozpisałem. Bardzo was za to przepraszam. Mam nadzieję, że się podobało! Miłego czytania!



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz