Rozdział 6
Następnego ranka, po zjedzeniu śniadania dziewczyny wyruszyły dalej. Wędrując, bardzo dobrze się bawiły, wygłosił i rozmawiały. Każda opowiadała jakieś zabawne wydarzenia, które je spotkały.
-Pamiętam jak kiedyś Blood trafiła na skunksa. Po tym spotkaniu pachniała gorzej niż on! Ha ha ha ha!-powiedziała Swiftkill
-To już nie pamiętasz spotkania z dzięciołem? W tedy akurat wpadłaś w kałuże błota i przez przypadek wziął cię za drzewo. Nie dawał ci spokoju puki nie wskoczyłaś do stawu!-odgryzła się Bloodspill.
-A wy? Nic wam się ciekawego nie przypomniało?-spytała Ulinzi Lunę i Sparkle
-No cóż...nic ciekawego nam się w ogóle nie przytrafiło. Rodzice ciągle pilnowali nas by nam się nic nie przytrafiło. Ciągle mieli nas na oku, a jak nie oni to ktoś inny.-wyjaśniła Sparkle
-No, ale teraz ciągle przytrafia się nam coś ciekawego. To dlatego, że was poznałyśmy.-dodała Luna
-No a ty Ulinzi?-spytała Blood
-Chwila niech no ja się tylko zastanowię. A! Już sobie przypomniałam! Raz podłożyłam Aduiemu kilka cierni pod tyłek. Śpiewał wyżej niż małpiatki! Ha ha ha ha!-powiedziała lwiczka. Około południa dotarły do sporego wodopoju. Wycięczone i spragnione w południowym skwerze rzuciły się na wodę i ugasiły pragnienie. Popływały w nim by się ochłodzić i zregenerować siły. Po kompieli wyszły i ułożył się pod cieniem drzewa.
-Tak nie może być! Jest za gorąco. Co powiecie na to, by w dzień odpoczywać a w nocy iść dalej?-zaproponowała Ulinzi
-Jak najbardziej!-odparły chórem szczenięta. Po kilku długich godzinach nastał upragniony wieczór. Dziewczyny wyruszyły w dalszą podróż. Kilka metrów od wodopoju ujrzały wielką skalę. Zastanawiamy się czy iść w jej kierunku czy w przeciwnym gdy nagle drogę zastąpiły im trzy hieny.
-No no no. Kogo my tu mamy? Cztery psy i jednego kota. Szykuje się prawdziwa uczta. Prawda Shenzi?-powiedziała jedna z nich.
-Prawda Banzai. Masz rację, najemy się dzisiaj do syta. Dobra robota Ed, to twoja zasługa.-powiedziała. Ed tylko się zaśmiał.
Hieny zaczęły okrążać dziewczyny, coraz bardziej się do nich zbliżając. Dziewczyny stanęły w pozycji gotowe do ataku, nagle za ich placami pokazał się duch wilka. Napastnicy gdy go zobaczyli, zaczęli uciekać gdzie pieprz rośnie. Przyjaciółki odwróciły się do zjawy.
-Dziękujemy za pomoc. Jestem...
-Wiem kim jesteście. Mam na imię Mirari i jestem twoją duchową przewodniczką.-powiedziała wilczyca, przerywając Bloodspill.
-Miło cię poznać. Czy mogłabyś nam pomóc?-powiedziała Blood
-Oczywiście. A w czym dokładniej?-odparła Mirari
-Gdzie mamy iść by znaleźć schronienie?-odpowiedziała pytaniem na pytanie Swiftkill
-Idźcie w kierunku tej skały. Tam znajdziecie schronienie.-odparł duch
-A czy tam są jakieś lwy?-spytała Ulinzi z nadzieją że odpowiedź będzie brzmiała "Nie". Ta się tylko uśmiechnęła i powiedziała
-Same się przekonacie. Żegnajcie.-i zawyła na dowodzenia a Luna, Sparkle, Bloodspill i Swiftkill jej zafturowały.
Na pożegnanie zdążyła powiedzieć "Powodzenia" po czym zniknęła. Przyjaciółki poszły w kierunku skały. Nie chciały nikogo budzić więc położyły się w małej grocie i zasnęły. Następnego dnia rano ze skały zbiegał mały lewek z brązową grzywką. Zauważył ogon różniący się o lwiego. Zaczął się skradać w jego kierunku. W tym samym czasie Luna, która wstała jako pierwsza wracała z polowania. Zauważyła lewka który szykował się do skoku. Ta rzuciła zdobycz i ruszyła w jego kierunku i skoczyła na niego. Chałasy walki obudził resztę dziewczyn, które po chwili ruszyły na pomoc przyjaciółce.
-ZOSTAWCIE MOJEGO SYNA W SPOKOJU!-zakrzyknął lew stojący na czubku skały. Lew zbiegł i rozdzielił bijącą się gromadę. Widząc w jakim stanie znajduje się jego syn rozkazał
-Nala! Sprowadź tu Rafikiego, ale szybko! Tama, Kula! Wy przypilnujecie te małe napastniczki!-mówiąc to patrzył na dziewczyny które ciągle były gotowe walczyć nawet z większym od siebie przeciwnikiem.
Ciąg dalszy nastąpi.
Koniec na dziś. Mam nadzieję że się podoba. Następną część napiszę jutro jak będę miała czas. Jeszcze raz życzę wam aby sąsiedzi byli chojni. Upiornego Halloween! Bu ha ha ha ha ha ha!


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz