sobota, 31 października 2015

Rozdział 6

Bu! Dziś HALLOWEEN! Z tej okazji życzę wam wszystkim udanych zbiorów no i oczywiście żeby sąsiedzi byli szczodrzy.




Rozdział 6


Następnego ranka, po zjedzeniu śniadania dziewczyny wyruszyły dalej. Wędrując, bardzo dobrze się bawiły, wygłosił i rozmawiały. Każda opowiadała jakieś zabawne wydarzenia, które je spotkały.
-Pamiętam jak kiedyś Blood trafiła na skunksa. Po tym spotkaniu pachniała gorzej niż on! Ha ha ha ha!-powiedziała Swiftkill
-To już nie pamiętasz spotkania z dzięciołem? W tedy akurat wpadłaś w kałuże błota i przez przypadek wziął cię za drzewo. Nie dawał ci spokoju puki nie wskoczyłaś do stawu!-odgryzła się Bloodspill.
-A wy? Nic wam się ciekawego nie przypomniało?-spytała Ulinzi Lunę i Sparkle
-No cóż...nic ciekawego nam się w ogóle nie przytrafiło. Rodzice ciągle pilnowali nas by nam się nic nie przytrafiło. Ciągle mieli nas na oku, a jak nie oni to ktoś inny.-wyjaśniła Sparkle
-No, ale teraz ciągle przytrafia się nam coś ciekawego. To dlatego, że was poznałyśmy.-dodała Luna
-No a ty Ulinzi?-spytała Blood
-Chwila niech no ja się tylko zastanowię. A! Już sobie przypomniałam! Raz podłożyłam Aduiemu kilka cierni pod tyłek. Śpiewał wyżej niż małpiatki! Ha ha ha ha!-powiedziała lwiczka. Około południa dotarły do sporego wodopoju. Wycięczone i spragnione w południowym skwerze rzuciły się na wodę i ugasiły pragnienie. Popływały w nim by się ochłodzić i zregenerować siły. Po kompieli wyszły i ułożył się pod cieniem drzewa.
-Tak nie może być! Jest za gorąco. Co powiecie na to, by w dzień odpoczywać a w nocy iść dalej?-zaproponowała Ulinzi
-Jak najbardziej!-odparły chórem szczenięta. Po kilku długich godzinach nastał upragniony wieczór. Dziewczyny wyruszyły w dalszą podróż. Kilka metrów od wodopoju ujrzały wielką skalę. Zastanawiamy się czy iść w jej kierunku czy w przeciwnym gdy nagle drogę zastąpiły im trzy hieny.
-No no no. Kogo my tu mamy? Cztery psy i jednego kota. Szykuje się prawdziwa uczta. Prawda Shenzi?-powiedziała jedna z nich.
-Prawda Banzai. Masz rację, najemy się dzisiaj do syta. Dobra robota Ed,  to twoja zasługa.-powiedziała. Ed tylko się zaśmiał.
Hieny zaczęły okrążać dziewczyny, coraz bardziej się do nich zbliżając. Dziewczyny stanęły w pozycji gotowe do ataku, nagle za ich placami pokazał się duch wilka. Napastnicy gdy go zobaczyli, zaczęli uciekać gdzie pieprz rośnie. Przyjaciółki odwróciły się do zjawy.
-Dziękujemy za pomoc. Jestem...
-Wiem kim jesteście. Mam na imię Mirari i jestem twoją duchową przewodniczką.-powiedziała wilczyca, przerywając Bloodspill.
-Miło cię poznać. Czy mogłabyś nam pomóc?-powiedziała Blood
-Oczywiście. A w czym dokładniej?-odparła Mirari
-Gdzie mamy iść by znaleźć schronienie?-odpowiedziała pytaniem na pytanie Swiftkill
-Idźcie w kierunku tej skały. Tam znajdziecie schronienie.-odparł duch
-A czy tam są jakieś lwy?-spytała Ulinzi z nadzieją że odpowiedź będzie brzmiała "Nie". Ta się tylko uśmiechnęła i powiedziała
-Same się przekonacie. Żegnajcie.-i zawyła na dowodzenia a Luna, Sparkle, Bloodspill i Swiftkill jej zafturowały.
Na pożegnanie zdążyła powiedzieć "Powodzenia" po czym zniknęła. Przyjaciółki poszły w kierunku skały. Nie chciały nikogo budzić więc położyły się w małej grocie i zasnęły. Następnego dnia rano ze skały zbiegał mały lewek z brązową grzywką. Zauważył ogon różniący się o lwiego. Zaczął się skradać w jego kierunku. W tym samym czasie Luna, która wstała jako pierwsza wracała z polowania. Zauważyła lewka który szykował się do skoku. Ta rzuciła zdobycz i ruszyła w jego kierunku i skoczyła na niego. Chałasy walki obudził resztę dziewczyn, które po chwili ruszyły na pomoc przyjaciółce.
-ZOSTAWCIE MOJEGO SYNA W SPOKOJU!-zakrzyknął lew stojący na czubku skały. Lew zbiegł i rozdzielił bijącą się gromadę. Widząc w jakim stanie znajduje się jego syn rozkazał
-Nala! Sprowadź tu Rafikiego, ale szybko! Tama, Kula! Wy przypilnujecie te małe napastniczki!-mówiąc to patrzył na dziewczyny które ciągle były gotowe walczyć nawet z większym od siebie przeciwnikiem.


Ciąg dalszy nastąpi. 


Koniec na dziś. Mam nadzieję że się podoba. Następną część napiszę jutro jak będę miała czas. Jeszcze raz życzę wam aby sąsiedzi byli chojni. Upiornego Halloween! Bu ha ha ha ha ha ha!


niedziela, 25 października 2015

Rozdział 5

Hejka! Wybaczcie, że nie pisałam taki długi czas, ale miałam za dużo na głowie. Chcę wam to teraz wynagrodzić.
Przypomniało mi się,  że nie dodałam zdjęć Nzuri i Mafuy, więc proszę

imię: Nzuri
wiek: 5 lat
rodzina: mąż Mafua,
córka Ulinzi.
charakter: w rzeczywistości jest bardzo troskliwą
matką, została zmuszona by porzucić
swoje jedyne dziecko, jest wytrwała i stanowcza


imię: Mafua
wiek: 5 lat
rodzina: żona Nzuri, córka Uliczki
charakter: troskliwy, opiekuńczy, waleczny



Rozdział 5


Przyjaciółki opuściły zdziwione stado. Znalazły dość dużą i przestronną jaskinię, a niedaleko niej znajdowało się małe źrudełko. Ulinzi poszła poszukać jedzenia, ale tym razem nie była sama. Razem z nią poszła Luna. Pod czas szukania pożywienia rozmawiały ze sobą
-Jak się czujesz po spotkaniu z rodzicami?-spytała mała wadera
-Lżej, w końcu mogłam powiedzieć to co mi na sercu ciążyło.-odparła z uśmiechem lwiczka.
-Wiesz, przyjrzałam się twojej mamie. I zauważyłam, że ona ma na czole pół księżyc.-powiedziała szczeniak
-Tak. No i co z tego?-spytała szara
-To że nasuwa się jedno pytanie. Czemu ciebie wygrali ze stada a nie ją?-odrzekła Luna
-Już ci odpowiadam. Adui nie wygnał mojej matki, ponieważ oni są rodzeństwem.-odpowiedziała Ulinzi
-Och. Przepraszam jeżeli to pytanie cię uraziło.-powiedziała Luna
-Przestań. Wcale mnie nie uraziło.-odparła lwiczka. Obie złapał po pięć tłustych świstaków. Po powrocie i zjedzeniu kolacji przyjaciółki postanowiły się pobawić. Kiedy skończyły zabawę postanowiły się przejść. Księżyc świecił bardzo jasno więc wszystko dobrze widziały. Pod czas przechadzki na trafiły na ojca Ulinzi. Lwiczka odwróciła się do niego tyłem i powiedziała
-Chodźcie dziewczyny. Nie ma tu nic ciekawego.-wadera poszły za koleżanką, ale lew nie dał za wygraną, zastąpił im drogę.
-Czego znowu chcesz?!-spytała poirytowana Ulinzi
-Chcę porozmawiać. Możemy na osobno ścianie?-spytał lew poczym spuścił nieco głowę.
-Nie! One mają być przy tej rozmowie! Ufam im bardziej niż tobie lub mamie!-odparła zła lwiczka
-A o czym chcesz rozmawiać z Ulinzi!? Czy nie dość sprawili jej cierpienia!?-pytała podenerwowa Swiftkill
-Nie zasługujesz na jej uwagę po tym wszystkim!-powiedziała Bloodspill
-Za dużo się przez was nacierpiała!-dodała Luna
-Lepiej się stąd wynoś! Może i jesteśmy małe, ale za to mamy przewagę liczebną!-zagroziła Sparkle
-Spokojnie dziewczyny. Jak my zależy to z nim pogadam. A z resztą będziecie przy tej rozmowie.-uspokajała je Ulinzi
-Chciałbym cię przeprosić, przeprosić za to, że cię porzuciliśmy. Chciałbym też, abyś wróciła ze mną do stada.-powiedział lew. Lwiczka usiadła i chwilę się zastanowiła.
-Nie ma takiej opcji! Co ty sobie w ogóle myślisz!? Że przeprosisz i powiesz kilka słodkich słówek i już mam ci wybaczyć!? W twoich snach!-odparła
-Proszę, twoja mama ma ci coś ważnego do powiedzenia.-prosił dalej Mafua
-Nie! Zdania nie zmienię! A jak ma mi coś ważnego do powiedzenia to niech sama przyjdzie!-powiedziała stanowczo. Lew miał coś powiedzieć, ale zanim to zrobił odezwała się Blood
-Głuchy jesteś czy mam ci to przeliterować!? Powiedziała NIE! N-I-E, NIE!
-Bloodspill spokojnie. Ten lew już sobie idzie.-uspokajała ją Luna
-Właśnie. Uspokuj się bo ci jeszcze żyłka na czole pęknie.-zażartowała Swift.
-Chciałem powiedzieć, że jesteś tak samo uparta jak twoja mama. Powiem jej, żeby do ciebie przyszła.-powiedział lew. Wszyscy się rozeszli w swoje strony. Przyjaciółki wróciły na miejsce postoju, a Mafua wrócił do Nzuri. Leica z oddali zauważyła swojego męża i pobiegła do niego spytać się jak poszła rozmowa.
-Nie za dobrze, nie ma zamiaru wrócić. W sumie to się jej nie dziwie. Po tym wszystkim co zrobiliśmy. Wynika, że to wszystko przez twojego brata i jego zazdrość.-powiedział lew
-A przyjdzie chociaż ze mną porozmawiać?-spytała z nadzieją. 
-Nie. Powiedziała, że jeśli masz jej coś do powiedzenia to sama masz do niej iść.-odparł Mafua.
-Więc idę. Ona musi to wiedzieć. Gdyby mój niewydarzony brat pytał gdzie jestem, powiedz mu, że poszłam się przejść.-oznajmiła Nzuri. Po około pół godziny lwica dotarła do postoju naszych bohaterek. Na powitanie wyszła jej Swiftkill
-Czego tu szukasz?-spytała groźnie
-Mojej córki.-odparła
-Nie namówisz jej do powrotu. Wiem, że kilka razy już ją zostawialiście, ale zawsze wracała bo ją o to prosiliście. Ale teraz już postanowiła. Więc wracaj tam skąd przyszłaś!-powiedziała zła Swiftkill
-Skąd ty o tym wiesz?-spytała Nzuri
-Powiedziała nam to.-odparła samiczka. Ulinzi usłyszała, że Swift z kimś rozmawia i wyszła z jamy by się przekonać z kim. Podeszła do przyjaciółki
-Swiftkill, co ona tu robi?-spytała zła lwiczka
-Ulinzi, proszę wysłuchaj tylko to co mam ci do powiedzenia i sobie pójdę.-prosiła lwica
-Mów!-rozkazał szara
-No dobra. Po pierwsze, sprawa nosorożców...
-Chwila! Skąd ty w ogóle wiesz o nosorożców?!-spytała Luna, która razem z Bloodspill i Sparkle przyszły zobaczyć co się dzieje.
-Stąd, że to Adui kazał dwóm lwicą przecedzić je w waszą stronę. Próbowałam go powstrzymać, ale nie miałam szans.-odparła Nzuri
-A ten idiota skąd wiedział gdzie jesteśmy!?-spytała zła Ulinzi
-Nie wiem. A teraz ta druga sprawa.
-Jaka? Taka, że przyprowadziłaś ze sobą Aduiego?-spytała ironicznie lwiczka
-Nie. Drugą sprawą jest to, że...będziesz miała rodzeństwo.-powiedziała lwica. Lwiczkę i jej przyjaciółki Ra wiadomość wprawia w osłupienie. Ulinzi  ie wiedziała co ma zrobić. Czy wrócić do stada czy nie? Ciszę, która na stała po tym wyznaniu przerwała Nzuri
-Więc, wrócisz do stada?-spytała z nadzieją. Lwiczka się otrząsneła i odpowiedziała
-Nie. Bardzo mi przykro, że moje rodzeństwo będzie przeżywało ten sam koszmar co ja. Ale niestety nic na to nie poradzę, a teraz idź sobie. Nie chcę cię więcej widzieć na oczy, a zwłaszcza Aduiego i jego kapryśnej żoneczki Msaliti.-po czym podeszła do brzucha swojej matki położyła na nim łapę i powiedziała do swojego jeszcze nie narodzonego rodzeństwa
-Bardzo mi przykro. Chciałabym wam pomóc, ale nie mogę. Przepraszam.-zdjęła łapę z brzucha Nzuri i poszła w stronę jamy. Przed wejściem przystaneła i rzuciła przez ramię do swojej matki
-Jeśli to będą dwaj chłopcy to daj jednemu na imię Tinaar, a drugiemu Luk.-i weszła do środka. Nzuri przygnębiona wróciła do stada i opowiedziała całą rozmowę swojemu mężowi. Ulinzi tym czasem leżała razem ze swoimi przyjaciółkami w jamie i rozmyślała co ma robić dalej
-Ulinzi, jak się czujesz?-spytała Bloodspill
-Tak sobie. Dzięki że pytasz.-odparła
-Jutro idziemy dalej. Masz zamiar jeszcze odwiedzić swoich rodziców?-spytała
-Nie Blood. Chcę zacząć nowe życie razem z moją nową rodziną. Czyli wami! Nie zrobię tego wciąż rozpamiętując dawne krzywdy. Ale niestety żal mi mojego jeszcze nienarodzonego rodzeństwa, pociesza mnie myśl, że skoro ja dałam radę to i oni muszą dać.-powiedziała nieco rozweselona Ulinzi.
-No i o to chodzi! Pozytywne myślenie to podstawa!-powiedziała Swiftkill
-Ta, to podstawa. No dobra pora spać dobranoc!-powiedziała lwiczka
-Dobranoc!-odparły chórem małe wadery. 




No nie! Znów się za bardzo rozpisałem. Bardzo was za to przepraszam.  Mam nadzieję, że się podobało! Miłego czytania!

sobota, 17 października 2015

Rozdział 4

Hej hej moi mili! Jak się miewacie? Mam nadzieję, że dobrze. No dobra dość tego gadania, pora na dalszy ciąg.



Rozdział 4


Następnego ranka Ulinzi wstała jako pierwsza, następnie weszła na drzewo by się trochę rozejrzeć i zorientować gdzie się dokładnie znajdują. Gdy nagle...
-DZIEWCZYNY! SZYBKO WSTAWAJCIE I WŁAŹCIE NA DRZEWO! STADO NOSOROŻCÓW PĘDZI W NASZĄ STRONĘ!-krzyczała na całe gardło lwiczka. Walery w stały jak najprędzej, Ulinzi tym czasem zeszła na ziemię by pomóc się im wdrapać na drzewo. Lwiczka w kilka chwil znalazła się na gałęzi tuż obok Luny.
-Rany. Było blisko. Dzięki, że nas obudziłaś Ulinzi.-powiedziała Sparkle. Kiedy pędzące stado oddaliło się na bezpieczną odległość, przyjaciółki zeszły z drzewa.
-Coś tu nie gra. Nosorożce zwykle nie zapuszczają się w te strony.-oznajmiła lwiczka
-Więc co je tu mogło sprowadzić?-spytała Bloodspill
-Nie wiem, ale coś mi mówi, że niedługo się dowiemy. Po obfitym śniadaniu złapanym przez lwiczkę przyjaciółki ruszyły dalej. Pod czas podróży nic ciekawego się nie działo, aż tu nagle na Swiftkill wpada jakiś nieznajomy lewek
-Uważaj jak biegniesz!-warknęła na niego młodsza siostra Blood.
-Czekaj no chwilę. Ja cię skądś kojarzę... Już wiem ty jesteś z mojego starego stada!-powiedziała lwiczka po cz rzuciła się na lewka i przygwoździła go do ziemi szczerząc do niego zęby z wściekłości.
-Czego tu szukasz!? I jak masz na imię!?-warknęła Ulinzi
-Jestem Hamu, a ciebie szuka przywódca stada. I zejdź ze mnie w końcu!-odparł lewek. Ulinzi chodź niechętnie puściła przybysza z uścisku, ale nadal nie spuszczała z niego morderczego spojrzenia.
-Z jakiego stada jesteś?-spytała Blood
-A co cię to obchodzi? To, to dziwadło nie powiedziało wam skąd pochodzi? No w sumie mogę wam powiedzieć. Ja i ona pochodzimy ze stada Nomadów.-wyjaśnił Hamu
-Nomadów?-powtórzyła Sparkle
-Tak, nomadów. To znaczy, że podróżują z miejsca na miejsce.-odparła lwiczka.
-No dobra dość tego dobrego. Chodź idziemy.-rozkazał lewek
-Nigdzie z tobą nie idę! A z resztą czego on może ode mnie chcieć ten idiota. Pewnie skądś się dowiedział, że żyje i chce mnie zabić!-odparła lwiczka
-Nie oto chodzi. Chodzi o twoich rodziców.-wyjaśnił po irytowany Hamu. Ulinzi spuścił głowę na wspomnienie o nich, podeszła do niej Luna i przytulił się
-Jeżeli chcesz to idź, zaczekamy tu na ciebie, a jeżeli będziesz chciała zostać w stadzie to my sobie jakoś poradzimy.-powiedziała mała wilczyca. Lwiczka odwzajemniła uścisk i powiedziała
-Nie Luno, na pewno tam nie wrócę. A jeżeli mam tam iść, to idziemy wszystkie. Zrozumiano Hamu!?-ostatnie zdanie skierowała do lewka
-Jasne, tylko ruszcie się wreszcie!-powiedział zdenerwowany. W końcu przyjaciółki ruszyły za lewkiem. Trzymały się jednak w bezpiecznej odległości. Nie za blisko by nie słyszał o czym rozmawiają, ale i nie za daleko by nie stracić go z oczu.
-To pewnie pułapka. Nie ufam mu ani za grosz. Lepiej ob myślmy plan ucieczki.-powiedziała szeptem Bloodspill
-Żadna z nas mu nie ufa. Ja proponuję taki plan, kiedy będzie się robiło nieprzyjemnie, to Ulinzi da nam znać i wszystkie damy drapaka.-zaproponowała Sparkle. Wszystkie się zgodziły na taki pomysł. Po drodze ob myślały jego szczegóły. Wędrówka była długa. Kiedy dotarli słońce chyliło się ku zachodowi, Hamu od razu odłączył się od przyjaciółek i pobiegł do rodziców.
-No proszę, kogo to moje piękne oczy widzą. Ulinzi, widzę, że przyprowadziłaś ze sobą koleżanki. Jak miło.-przywitał ją Adui przywódca stada
-Tak, przyprowadziłam ze sobą przyjaciółki. Problem!?-odparła zdenerwowana lwiczka
-Nie, żaden problem.-odparła żona przywódcy stada Msality
-Msality, tak samo okropna jak zwykle.-powiedziała z uśmieszkiem lwiczka.
-O TY MAŁY DZIWOLĄGU! JA CIĘ TU ZARAZ NAUCZĘ SZACUNKU DO STARYCH!-krzyknęła Msality i już miała się zamachnąć by uderzyć lwiczkę, ale Adui zdążył ją powstrzymać.
-Nie denerwuj się skarbie. Złość piękności szkodzi, a ty jesteś za piękną by się złościć.-powiedział po czym przytulił się do niej.
-Ooo... jak słodko. Aż się niedobrze robi.-powiedziała lwiczka. Para puściła te słowa mimo uszu. Do Ulinzi podeszła jakaś inna lwiczka i powiedziała
-Co ty masz na czole? Nie mem pojęcia co to jest ale naprawdę dziwnie to wygląda. A ta twoja sierść? Może i nasza przywódczyni też ma szary odcień, ale jej to pasuje. A tobie? Ha ha ha! To prawda co o tobie mówią. Jesteś jednym wielkim dziwolągiem.-powiedziała i zaczęła się śmiać. Ulinzi nie wytrzymała i rzuciła się na nią i zaczęły walczyć. Szczenięta podbiegł by rozdzielić walczące lwiczki. Było trudno ale się udało. Lwiczka odeszła jak najprędzej od Ulinzi by ta znów się na nią nie rzuciła. Adui nawet nie zareagował
-Spokojnie mała, bez nerwów. Ja...
-Bez nerwów? BEZ NERWÓW!? JAK MAM SIĘ NIE DENERWOWAĆ SKORO MNIE PORZUCILIŚCIE! ZOSTAWILIŚCIE MNIE NA PEWNĄ ŚMIERĆ!-przerwała Aduiemu Ulinzi
-USPOKUJ SIĘ SMARKULO! WEZWAŁEM CIĘ TYLKO DLA TEGO BO KTOŚ CHCIAŁ SIĘ Z TOBĄ ZOBACZYĆ!-krzyknął lew. Nagle dało się słyszeć czyjeś wołanie
-Ulinzi, skarbie gdzie jesteś?!-to była Nzuri matka Ulinzi razem z Mafuą jej ojcem. Para czym prędzej pobiegła w stronę lwiczki
-Mama? Tata?-pytała z niedowierzaniem lwiczka.
-Och kochanie, tak się o ciebie martwiliśmy.-powiedział Mafua
-Ta jasne. Teraz udajecie troskliwych i kochających. Kiedy tu szłam razem z dziewczynami powiedziały mi, że to może być pułapka. Ale ja im powiedziałam, że jeśli się dowiem czemu mnie porzuciliście to warto zaryzykować. Więc słucham. Czemu mnie zostawiliście na pastwę losu?-powiedziała Ulinzi
-No tak zostawiliśmy cię, ale prosimy zostań z nami.-powiedziała jej mama
-Ale co? Nic. Wiecie co, nie chce mi się z wami rozmawiać. Jeżeli bym z wami została to znów by się to powtórzyło. A ja nie chcę znowu cierpieć.-powiedziała lwiczka odwróciła się podeszła do przyjaciółek i powiedziała do rodziców przez ramię
-Wiecie, dzięki że mnie porzuciliście. Dzięki temu poznałam prawdziwe przyjaciółki. Poznałam Swiftkill, Lunę, Bloodspill i Sparkle.
-Dobrze zrobiłaś moja droga.-powiedział głos którego nikt w stadzie nie znał, ale dziewczyny wiedziały doskonale do kogo on należy. To była Huduma, która pojawiła się za plecami Swiftkill, Bloodspill,  Sparkle, Luny i Ulinzi. Całe stado było zdumiony,  a zwłaszcza Adui i Nzuri. 
-Należy stawić czoła przeszłości i się z nią zmierzyć, a do tego potrzebne jest sporo odwagi. Ta oto lwiczka pokazała, że ma w sobie sporo odwagi, a jej przyjaciółki mają w sobie tyle samo odwagi co ona. Pokazały też troskę o nią przychodząc tu razem z nią. Należy brać z nich przykład. Przykład jak należy być dobrym przyjacielem, siostrą. Jak być dobrą rodziną.-powiedziała lewica po czym zniknęła tak nagle jak się pojawiła.
-Chodźcie dziewczyny, poszukamy jakiegoś schronienia, najlepiej przy jakimś źródle wody.-powiedziała Ulinzi. Przyjaciółki odeszły zostawiając osłupiałe stado.




No to tyle. Ale się napisałam. Bardzo was przepraszam, miałam przydzielić ten rozdział na części, ale kiedy miałam kończyć mówiłam sobie "Dopiszę jeszcze tylko kilka zdań i koniec." Kilka zdań to, to na pewno nie było. Miłego czytania. Sorry za błędy jakie popełniłam przy pisaniu.

środa, 14 października 2015

Rozdział 3 cz 2

Hejka! Macie tu ciąg dalszy opowiadania. Mam nadzieję że się wam spodoba.



Rozdział 3 cz 2

 -Pochodzimy z Europy. Ja i Swiftkill pochodzimy z Watahy  Wilczej Krwi. A teraz odpowiem na twoje drugie pytanie: Ludzie polują na wszystko.-wyjaśniła Bloodspill
-A wy jesteście z tej samej watahy co Swiftkill i Bloodspill?-spytała Ulinzi
-Nie. Ja i Luna pochodzimy z Watahy Wilków Nowiu.-odparła Sparkle.
-Wasi rodzice pewnie się o was martwią.-powiedziała lwiczka, po czym wstała i na piła się wody.
-Pewnie nie, a jak już to tylko o Swiftkill. Mną to się nie interesowali. I w sumie wisi mi to czy się o mnie martwią czy nie. Mam Swift i tylko to się liczy.-odparła starsza siostra Swiftkill. Następnie podeszła do siostry i się do niej przytuliła. Sparkle zrobiła to samo, wyjaśniła też, że ich rodzice byli przywódcami stada i że nie zawsze mieli dla nich czas.
-Wy bynajmniej macie siebie, lwy z mojego stada mną pomiatały i poniżały. Moi rodzice to już w ogóle się mną nie interesowali. Zawsze byłam sama, działałam na własną łapę. Kiedy  skończyłam 10 miesięcy zostawili mnie na pastwę losu, na pewną śmierć.-ostatnie zdanie Ulinzi wypowiedziała przez łzy. Nagle za lwiczką pokazała się biała postać lwicy. Szczenięta były wystraszone, za to lwiczce było wszystko jedno. Małe wilczyce bardzo się bały, ale Bloodspill wzięła się w garść i spytała
-K...k...kim jesteś? Nie zrobisz nam krzywdy, prawda?
-Mam na imię Huduma i jestem duchową przewodniczką tej oto lwiczki. Jestem też jej babcią i nie mam zamiaru zrobić wam krzywdy.-odparła
                                           
Lwiczka opanowała płacz i stanęła przed Hudumą.
-Jestem Ulinzi, a to są...-lwica podniosła łapę na znak by lwiczka przestała mówić poczym powiedziała
-Wiem kim jesteście. I na prawdę nie musicie się mnie bać, nic wam nie zrobię-szczenięta nieco zbliżyły się do Hudumy
-Czy my też mamy swoich przewodników?-spytała niepewnie Luna
-Każdy z nas ma swojego duchowego przewodnika i swoje przeznaczenie do odkrycia. Wasi przewodnicy pokażą się w swoim czasie.-odpowiedziała. Huduma podeszła do Ulinzi, usiadła przed nią i podniosła jej głowę by mogła popatrzeć w jej oczy
-Jesteś bardzo wyjątkową lwiczką, tak samo jak twoje przyjaciółki. Razem przeżyjecie wiele wspaniałych przygód, ale to zależy czy będziecie podrużować razem.-powiedziała lwica. Ulinzi podeszła do przyjaciółen i spytała
-Czy wy chcecie zostać w Afryce czy wrócić do domu?
-Ulinzi, my nie chcemy wracać do domu. Bo my już go nie mamy, ale nie myśl też, że nie chcemy z tobą podrużować.-odparła Swiftkill
-Czyli idziecie ze mną, i nie przeszkadza wam to jak wyglądam? Łał! Sądziłam że  nigdy  nie znajdę przyjaciół.-powiedziała podekscytowana lwiczka
-Posłychaj, my nigdy cię nie zostawimy w potrzebie i...
-Zawsze będziemy z tobą!-dokończyła za Sparkle Luna
-Będziemy najlepszymi przyjaciółkami. Na dobre i na złe.-powiedziały chórem wadery.
-Wygląda na to że mój czas nadszedł i, że wasza przyjaźń będzie bardzo mocna i nie rozerwalna.-powiedziała Huduma, która zaczęła się rozmywać
-Czekaj! Spotkamy się jeszcze?-spytała Ulinzi
-Ależ oczywiście! Żegnajcie!-odparła lwica i zniknęła. Ulinzi podeszła do swoich przyjaciółek i każdą po kolei uściskała.
-Wiecie co, nie sądziłam że będziecie chciały ze mną iść. To będzie początek wspaniałej przygody i za razem przyjaźni. Chodźcie idziemy spać.-powiedziała lwiczka. Przyjaciółki położyły się pod drzewem i zasnęły. Miały bardzo spokojny sen.



No to tyle na dziś. Piszcie jeżeli coś będzie niejasne, odpowiem na wszystkie pytania.

sobota, 10 października 2015

Rozdział 3

Siemanko! Jak się miewacie? Mam nadzieję że dobrze bo: Wczoraj był piątek, weekendu początek!!! Post miał się pojawić wczoraj, ale niestety nie miałam czasu. No ale wczoraj było wczoraj, a dziś jest dziś! A oto i dalsza część opowiadania.



Rozdział 3

Fale wyrzuciły skrzynię na brzeg, która pod wpływem silnego uderzenia się otworzyła. Samiczki były wolne.
-Co za podróż. Gorszej chyba świat nie widział.-powiedziała Bloodspill
-Moje biedne, obolełe kości, cała zeszytwniałam.-narzekała Swiftkill
-Nie tylko twoje, ale na szczęście wydostałyśmy się z tej skrzyni i ze statku. Pozytyw jest taki, że w końcu jesteśmy wolne.-oznajmiła Sparkle
-Gdzie my jesteśmy? Co to za miejsce?-pytała Luna, rozglądając się po okolicy.
-To jest Afryka. To tu się urodziłam i zostałam porzucona.-odpowiedziała Ulinzi, która właśnie skończyła się rozciągać.
-To co my teraz zrobimy? Nie mamy jedzenia, wody ani nawet miejsca do spania. Co z nami będzie?-pytała młodsza siostra Blood. Lwiczka nic nie odpowiedziała, wstała i przeszła kilka kroków, po czym przystanęła.
-Idziecie?-spytała
-Niby dokąd?-spytany chórem małe wadery.
-Znaleźć jedzenie, picie i co ważniejsze schronienie.-odparła i ruszyła dalej. Bloodspill podeszła do przyjaciółek i siostry i powiedziała konspiracyjnym szeptem.
-Nie możemy jej ufać. A co jeśli ona ma złe zamiary? Przecież nie znamy jej za dobrze.
-Blood, wiem że znamy ją krótko, ale musimy jej zaufać. Ona nie ma złych zamiarów. A zresztą ona zna to miejsce lepiej niż my.-powiedziała Swift nieco zła na siostrę za to że nikomu nawet nie spróbuje zaufać. Po skończonej rozmowie szczenięta dogoniły Ulinzi, która czekała na nie kilka metrów dalej. Podczas wędrówki dziewczyny rozmawiały, śmiały się i poznawały coraz lepiej. Wadery przekonały się, że lwiczka nie ma złych zamiarów, odkryły też, że ma wielkie poczucie humoru. Po kilku godzinnej wędrówce zapadła noc.
-Jestem zmęczona i głodna. Zrobimy postój?-powiedziała Luna
-Patrzcie! Przed nami jest mała sadzawka. Tam odpoczniemy i wyruszymy, kiedy wstanie dzień.-oznajmiła Sparkle
-Ok, to wy idźcie, ja poszukam czegoś do jedzenia i zaraz wracam.-oznajmiła Ulinzi. Tak też zrobiły, szczenięta poszły w kierunku sadzawka, napiły się świeżej wody i położyły się pod drzewem rosnącym koło sadzawki. Poszukiwania lwiczki okazały się owocne, złapała pięć bardzo tłustych świstaków i zaniosła je na miejsce postoju.
-Proszę i smacznego.-powiedziała Ulinzi
-Dzięki i wzajemnie.-odpowiedziały chórem małe wadery. Po skończonym posiłku przyjaciółki postanowiły popatrzeć w gwiazdy.
(Niby że Sparkle i Swiftkill też tam są)
-Piękne gwiazdy, prawda? Miło jest poleżeć i popatrzeć na nie.-powiedziała lwiczka
-Prawda.-odparła Bloodspill
-Skąd pochodzicie i jak złapali was ludzie? Myślałam że polują tylko na lwy, nosorożce i słonie.-spytała lwiczka.

C.D.N

To na dzisiaj tyle. W następnej notce dowiecie się co dalej.
;-)

wtorek, 6 października 2015

Rozdział 2

Witajcie! Mam nadzieję, że ten dzień mija wam bardzo spokojnie i że humorki dopisują. Macie tu kolejny rozdział. Miłej lektury!




imię: Ulinzi
wiek: 10 miesięcy
rodzina: ojciec Mafua, matka Nzuri
charakter: inteligentna, sprytna, waleczna, świrnięta (czasem XD), odpowiedzialna




Rozdział 2


-Nigdy was tu nie widziałam. Jesteście z innej watahy?-spytała Sparkle
-Tak. Wy jak mniemam też, teraz przepraszam musimy iść.-odparła Bloodspill po czym przepchnęła się pomiędzy siostrami.
-Przepraszam za siostrę, jest trochę nie ufna.-przeprosiła je Swiftkill
-Nic się nie stało. Co wy robicie same, bez rodziców?-spytała Luna. Blood usłyszawszy to pytanie odwróciła się i odrzekła
-Uciekamy od nich, nie traktowali nas tak jak powinni. A wy?-Swift kiedy to usłyszała popatrzyła pytająco na siostrę, ta podeszła do niej i powiedziała jej na ucho
-Później ci wyjaśnię.-po czym szturchnęła lekko Swift w bok.
-Naszą watahę zaatakowali ludzie, wyłapali wszystkie wilki, tylko my uciekłyśmy. Zdążyłyśmy podsłuchać tylko, to jak mówią że...-Luna spuściła wzrok, a z jej oczu zaczęły lecieć łzy. Sparkle przytuliła się do niej i próbowała ją pocieszyć. Nagle zza krzaków wyszli ludzie i zarzucili na nie siatkę, powiedzieli że one cędą jako domowe zwierzęta. Wsadzono je w klatki, a potem na statek. A na statku...
-Hej, jesteście całe?-spytał pewien głos
-Tak, kim i czym ty jesteś?-pytała nieco oszołomiona Swiftkill
-Jestem lwiczką i mam na imię Ulinzi.-przedstawiła się. Szczenięta były zdziwione, nigdy nie widziały lwa a co dopiero lwiątka. Patrzyły tak na nią przez jakiś czas. Pierwsza odezwała się Swift
-Jestem Swiftkill, a to moja starsza siostra Bloodspill.-przedstawiła siebie i siostrę
-A ja to Sparkle, a to moja  młodsza siostra Luna.-powiedziała wadera
-Co ty masz na czole?-spytała Luna, Sparkle chciała ją szturchnąć i powiedzieć żeby odwołała pytanie ale sama była ciekawa co to jest. Ulinzi patrzyła chwilę na nie, nie wiedząc o co chodzi, po czym sobie przypomniała.
-Aaa...to o to wam chodzi. Mi to w ogóle nie przeszkadza, niestety moje stado uznało mnie za dziwadło, i kiedy skończyłam 10 miesięcy moje stado zostawiło mnie na pastwę losu.-wyjaśniła zasmucona lwiczka.
-Przykro nam.-powiedziały chórem szczenięta. Nagle do ładowni wpadł zdenerwowany człowiek i wrzucił lwiczkę i wilczki do jednej skrzyni i pozbył się klatek
-Nic tu nie ma, tylko skrzynie z towarem.-powiedział kapitan wchodząc do ładowni razem z inspektorem
-Zobaczymy kapitanie, zobaczymy. Otrzymaliśmy wiadomość z Afryki, że jeden ze statków przemyca dzikie zwierze, więc tak szybko się mnie nie pozbędziecie.-powiedział stanowczo inspektor
Po godzinie...
-No dobra, możecie płynąć dalej.-powiedział inspektor i wyszedł. Statek odpłynął od brzegu, na drugi dzień statek trafił na skały. Skrzynia w której znajdowały się dziewczyny została porwana przez fale. A te sprawiły że skrzynia trafiła do Afryki.




Proszę bardzo! Mam nadzieję że się podoba. Miłego dnia!

niedziela, 4 października 2015

Rozdział 1

Siema! Mama nadzieję, że weekend był udany. Macie tu rozdział obiecany wcześniej, ale najpierw małe przedstawienie postaci, które wystąpią w tym rozdziale:


                                                                           imię: Luna 
wiek: 5miesięcy
rodzina: została jej tylko starsza siostra Sparkle
charakter: miła, zabawna, uczynna, zadziorna
imię: Sparkle
wiek: 5miesięcy
rodzina: młodsza siostra Luna
charakter: opiekuńcza, sympatyczna, ufna, uparta
imię: Bloodspill (po lewo) i Swiftkill (po prawo)
wiek: 6miesięcy
charakter: (Bloodspill) nie ufna, opiekuńcza, odpowiedzialna, zaradna
(Swiftkill) ufna, odważna, uparta, sympatyczna

No dobra, a teraz zaczynamy!
 
 
Rozdział 1
 
Pewnego dnia, w pewnej watasze przyszły na świat niezwykłe siostry. Starsza miała na imię Bloodspill a młodsza Swiftkill. Rodzice oczywiście faworyzowali tą młodszą. Ciągle dochodziło między córkami a rodzicami do kłótni.
-Dlaczego Bloodspill ma spać na dworze? Przecież pada, a w jaskini jest ciepło i przytulnie.-spytała Swifkill
-Zasługuje na karę, zaatakowała cię przecież.-odpowiedział Jack tata sióstr
-To była tylko zabawa, nic więcej.-tłumaczyła się Blood
-Skoro Bloodspill śpi na dworze ta ja też.-odparła młodsza po czym siostry wyszły z jaskini. Po przejściu kilku metrów...
-Dzięki Swift, wiesz że nie musiałaś tego robić.-powiedziała starsza
-Jesteśmy siostrami a siostry muszą trzymać się razem bez względu na wszystko. Rodzice niech mówią co chcą ja i tak zdania nie zmienię.-odparła młodsza. Po tych słowach siostry położyły się spać w małej grocie, którą znalazły. Następnego dnia siostry nie wróciły do rodziców, postanowiły że uciekną od rodziców, którzy nie traktują ich po równo. A że inne szczenięta się z nimi nie zadawały, to mogły całkowicie niewidoczne opuścić watahę.
-To gdzie my teraz pójdziemy?-spytała Swiftkill
-Tam gdzie nas łapy poniosą Swift, tam gdzie nas łapy poniosą.-odrzekła Bloodspill. Nagle wpadły dwie siostry z innej watahy.
-Hej, jestem Luna
-A ja Sparkle.-przedstawiły się siostry
-A ja Bloodspill.-przedstawiła się ozięble. Zawsze tak traktowała nieznajomych. Musiała wpierw lepiej je poznać by obdarzyć je zaufaniem.
-A ja Swiftkill.-przedstawiła się z entuzjazmem.


To na tyle. Życzę miłego czytania, zostawcie swoje opinie w komentarzach!



sobota, 3 października 2015

HEJKA!!!

Hejka! Dopiero zaczynam przygodę z blogiem, więc chciałabym opisać co będę pisać. Będę pisała z resztą jak sama nazwa wskazuje opowiadania o losie stada mężnych lwów. Pisała będę o początku stada i jego losach. posty będą co jakieś 2-3 dni (mogą być nieco później lub wcześniej). Teraz chcę uwzględnić zasady panujące na tym blogu:

1.NIE KOPIUJEMY TEKSTÓW I OBRAZKÓW!

2.Odnosimy się do siebie z szacunkiem.

3.Szanujemy zdanie innych.

4.Nie piszemy wulgaryzmów w komentarzach.

5.Jeśli komuś będzie się działa krzywda powinien natychmiast to zgłosić do mnie.

6.Jeżeli komuś nie spodoba się blog, to niech go nie czyta. Nikt go nie będzie zmuszać.

W kwestii regulaminy to na chwilę obecną tyle. Jeśli o czymś zapomniałam proszę pisać w komentarzach. Być może pierwszy rozdział pojawi się jeszcze dziś. Tu pojawia się pytanie do was. Czy chcecie najpierw przedstawienie postaci czy rozdział? Odpowiedź w komentarzu.