niedziela, 6 grudnia 2015

Rozdział 7

Witajcie kochani! Przepraszam, że tak długo nie było postów ale nie miałam pomysłu na następny rozdział i miałam dużo obowiązków w domu i szkole. Nie przeciągając zaczynamy.


Rozdział 7


Następnego dnia Kopa wstał jako pierwszy. Skorzystał z okazji, że wszyscy śpią i wymknął się na spotkanie z Vitani. Był już na granicy między Lwią a Złą Ziemią. Vitani czekała na niego obok mostu ze zwalonego drzewa.
-Cześć Kopa!-zawołała lwiczka gdy tylko ujrzała lewka.
-Cześć Vitani!-odparł lewek.
-Jak udało ci się tu dostać? Myślałam, że Simba będzie miał cie cały czas na oku.-powiedziała lwiczka
-Wstałem jako pierwszy i nikt nie widział jak wychodzę. To w co się pobawimy?-powiedział Kopa. Vitani klepnęła go w ramię i zawołała "Borek!". Bawili się świetnie, ale nie mieli pojęcia że są obserwowani przez Zire. Tym czasem na Lwiej Skale wszyscy zaczęli się powoli budzić.
-Aaaaawwww! Dzień dobry wszystkim.-powiedział Simba.
-Witaj. Aaaaawwww!-powiedziała Bloodspill rozciągając się. Kiedy skończyła zaczęła się rozglądać po jaskini.
-A gdzie jest Kopa?-spytała po chwili. Wszyscy jak na zawołanie zaczęli się rozglądać po jaskini. Ulinzi domyśliła się gdzie on może być.
-Pewnie wstał jako pierwszy i wyszedł na spotkanie z tą całą Vitani!-powiedziała lwiczka.
-Tama! Kula i Nala! Idziecie ze mną!-rozkazał lew.-Wy tu zostańcie!-powiedział do dziewczyn i wyszedł razem z lwicami. Wszystkie wady spojrzały się na Ulinzi, która zmarszczyła brwi i uśmiechnęła się hytrze.
-Po twoim wyrazie twarzy wnioskuję, że idziemy za nimi.-powiedziała Swiftkill.
-Tak. Nie pójdziemy za nimi tylko polecimy dokładniej mówiąc.-oznajmiła i sprawiła, że pojawił się u niej skrzydła.
-Za mną dziewczyny!-zawołała i wzbiła się w powietrze. Swiftkill, Bloodspill, Luna i Sparkle zrobił to samo. W tym samym czasie Vitani i Kopa dobrze się bawili. Nagle Zira wyszła z ukrycia i zaatakowała lewka.
-MAMO NIE! CO TY WYPRAWIASZ?!-krzyczała przerażona lwiczka.
-MILCZ! WRACAJ NA NSZE ZIEMIE! PÓŹNIEJ SIĘ Z TOBĄ POLICZĘ!-odparła lwicami i uderzyła lwiczkę. Ta przerażona uciekła na Złą Ziemię. Tym czasem Ulinzi i reszta były niedaleko nich.
-Spójrzcie! Tam są!-powiedziała Luna. Ulinzi wytężyła wzrok by lepiej zobaczyć co się tam dzieje. Zobaczyła jak Zira próbuje zabić Kope.
-Jazda dziewczyny! Musimy się śpieszyć!-rozkazała lwiczka. Wszystkie przyśpieszyły w mgnieniu oka. Gdy był niedaleko to zaczęły zniżać lot by zaatakować lwice.
-Słodkich snów książę Kopa.-powiedziała nam jego ciałem.
-ZIRAAAA!!!-zakrzyknęła całą piątka i jak grom z jasnego nieba uderzyły w nią. Walczyły tak dopóki na miejsce nie przybył Simba. Lew zaryczał by przestały walczyć. Dziewczyny przestały walczyć i stanęły przed ciałem Kopa by zasłonić go przed Zirą.
-Już za późno! On nie żyje! Ha ha ha ha!-oznajmiła lwica.
-Czemu ty to zrobiłaś?!-zawołała wściekła Luna
-Zrobiłam to dla Skazy! To była zemsta za niego! Simba go zabił a ja... zabiłam jego syna! Aaa ha ha ha ha!-odparła Zira.
-WYNOS SIĘ STĄD I NIGDY TU NIE WRACAJ!-rozkazał Simba. Zira zadowolona z siebie wróciła tak skąd przyszła. Simba widząc ciało swojego jedynego syna zaryczał ze smutku. Jego ryk usłyszała reszta stada, która znajdowała się na Lwiej Skale. Zaalarmowa tym rykiem przybyła tam gdzie się aktualnie znajdował Simba i reszta. Simba padł do ciała swego syna i wziął je w łapy. Z oczami pełnymi łez patrzyłna niego z nadzieją, że to tylko sen. Zły koszmar.
Niestety to nie był koszmar. To była bolesna prawda. Zbyt bolesna. Wadery zawyły ze smutku. Ich głos był pełen żalu, smutku i współczucia. Simba postanowił położyć jego ciało w miejscu, gdzie zginął jego ojciec Mufasa. Ceremonia odbyła się o zachodzie słońca. Postanowiono nie zakopywać jego ciała. Cała Lwia Ziemia była pogrążona w żałobie. Po powrocie na skałę każdy bez słowa poszedł spać.



Wiem, może i krótki ale postaram się by następny post był o wiele dłuższy. Jeszcze raz was przepraszam za moją nieobecność. Życzę miłego dnia!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz