Hejka! Co słychać? Napiszę dziś trzecią i mam nadzieję, że ostatnią część tego rozdziału. Jesteście ciekawi jakę dalsze przygody czekają na nasze bohaterki? Tak. No to zaczynamy!
Rozdział 6 cz 3
-No a co gdyby jednak tam była Zira? Co ona by w tedy zrobiła?-upierał się Kopa
-Dobra! Spokój! Uspokójcie się obaj! Co się stało, to się nie odstanie!-wtrącił się Kiara. Kopa zły poszedł do jaskini i położył się w kącie.
-Martwię się o niego.-powiedział król
-Nie martw się skarbie, jest po prostu zauroczony. Przejdzie mu.-uspokajała go Nala. Przyjaciółki w tym czasie poszły na spacer. Były na nim jakieś 10 może 15 minut. Rozmawiały i poznawały lepiej nową koleżankę. Nagle Sparkle usłyszała jakiś szelest.
-Ciszej. Słyszycie?-spytała starsza siostra Luny
-Ale co?-spytała Luna. Dziewczyny przestały rozmawiać i zaczęły się rozglądać i nasłuchiwać. Swiftkill zauważyła co było powodem hałasu.
-Wracamy na Lwią Skałę. Ale szybko.-oznajmiła poważnym tonem Swift
-Co? Czemu?-dopytywała się Ulinzi
-To Msaliti w towarzystwie dwóch innych lwic. Ulinzi, one pewnie przyszły tu po ciebie.
- To na co czekamy? Biegiem!-rozkazała szara. Dziewczyny pobiegł czym prędzej w kierunku skały. Myślały, że Msaliti ich nie zauważyła, niestety się myliły. Lwica je zauważyła i ruszyła w pościg. Kiedy dziewczyny dobiegły na miejsce, czekała na nie niemiła niespodzianka.
-Gdzie się wszyscy podział!?-spytała zakłopotana Bloodspill
-Pewnie poszli nad wodopój!-odparła przerażona Kiara.
-Co my teraz zrobimy!?-spytała Sparkle.
Niestety zanim otrzymała odpowiedź, do jaskini weszła Msaliti i jej pomocnice.
-No, no, no. Kogo my tu mamy? Dziwadło i jej cztery pomagierki.-odezwała się żona Aduiego
-Czego tu szukasz!? Nikt cię tu nie zapraszał! I jak ty nas w ogóle znalazłaś!?-spytała zła Ulinzi
-Powiem ci kto mi to powiedział, to były hieny.-powiedziała Msaliti i zaśmiał się ironicznie.-Brać te psy i tę beżową lwiczkę, ja się zajmę dziwadłem!-rozkazała po chwili. Kiara schowała się za dziewczynami, a te zajęły pozycję obronne. Nagle zaczęło dziać się coś niezwykłego. Oczy Bloodspill zaświeciły złotym blaskiem, urosły jej górne kły i kiedy chciała tupnąć łapy, to ziemia zaczynała się trząść. To samo stało się z oczami wszystkich dziewczyn ( oczy Swiftkill i Ulinzi zabłysły zielonym blaskiem, a oczy Luny i Sparkle niebieskim). Koło Luny zaczęła się tworzyć mała kałuża wody. Kiedy pomyślała w co woda ma się zmienić czy w co uderzyć, albo zmienić się w lód. To woda robiła to. Sparkle zaczęła unosić się w powietrzu. A kiedy chciała szczeknąć, to nie tylko szczeknięcie wydobywało się z jej pyska, ale i fala dźwiękowa zdolna przesunąć skały. Kiedy Swiftkill chciała ugryźć przeciwnika to w miejscu ugryzienia pozostawały także ślady oparzenia. Potrafiła też wytworzyć wiązki ognia, a kiedy pomyślała w co ma uderzyć to ogień to robił. Ulinzi natomiast posiadała wszystkie moce wymienione powyżej ( Zapomniałam wspomnieć, że Swiftkill, Bloodspill, Lunie i Ulinzi wyrosły skrzydła. Sparkle ich nie potrzebowała, potrafiła latać bez nich). Oszołomiona Kiara nie mogła wyjść z zachwytu i podziwu. Nie mogła uwierzyć w to co się dzieje. Ulinzi zdołała do niej podejść i lekko nią potrząsnąć.
-Kiara ocknij się!-powiedziała szara. Kiara zrozumiała co się stało, ale nadal nie mogła uwierzyć. Przed nią nie stała tamta zwykła lwiczka, tylko lwiczka o wielkich górnych kołach i skrzydłach, która panowała nad wszystkimi żywiołami.
-Nie wierzę! Co się wam stało!?-zawołała beżową
-Nie mam pojęcia! Szybko idź i sprowadź pomoc!-powiedziała Ulinzi. Kiara pokiwała głową i ruszyła po pomoc, a Ulinzi wróciła na pole walki. Kiara pędził ile sił w łapach w kierunku wodopoju. Kiedy była niedaleko, zauważył ją Simba, zauważył też, że jest przerażona. Dla tego podbiegł do niej i spytał zakłopotany.
-Kiara! Co się stało?! Dlaczego jesteś przerażona?!
-To trzy lwice ze stada Ulinzi! Hieny im powiedziały gdzie są dziewczyny! One je znalazły i teraz na naszej skalę trwa walka!-wyjaśniła. Simba gdy to usłyszał, to zebrał stado i czym prędzej wracali na skałę. W tym samym czasie walka dobiegała końca. Dwie lwice powoli zaczęły się wycofywać. Mimo to Msaliti kazała im wracać do walki. W końcu sama zarządziła odwrót.
-Jeszcze ciebie i te twoje przyjaciółeczki dorwiemy!-zawołała i miała zamiar uciec z jaskini, ale drogę zagrodził jej Simba.
-CO SIĘ DZIEJE!?-zakrzyknął król
-Panie.-pokłoniła się razem z towarzyszącymi jej lwicami.-Te wstrętne dziewczyny nas zaatakowały, kiedy cię szukałyśmy.-powiedziała Msaliti licząc, że Simba kupi tą bajkę.
-NIE MYŚL ŻE W TO UWIERZĘ! NIE JESTEM GŁUPI, A TERAZ WYNOŚCIE SIĘ STĄD!-rozkazał. Msaliti zła i upokorzona razem z towarzyszkami opuściła czym prędzej jaskinie i granicę Lwiej Ziemi. Tama i Kiara jak najszybciej podbiegły do wycieńczonych dziewczyn, by sprawdzić jak się czują. Nala posłała Kulę po Rafikiego.
-Dziewczynki, nic wam nie jest?-spytała Tama
-Nie, nic. Po prostu jesteśmy wycieńczone po walce.-odparła Bloodspill
-One nie mogły nas uderzyć, bo za szybko robiłyśmy uniki. No ale jednak parę razy im się udało.-dodała Ulinzi podnosząc skrzydło i pokazując zadrapania na lewym boku.
-No a co się z wami w ogóle stało? Skąd te skrzydła, kły i ta woda w jaskini oraz popękane skały i popalone ślady?-spytał zdziwiony Simba. Niedługo potem przybył Rafiki. Na początku Kiara wyjaśniła wszystkim co się stało, a potem Rafiki opatrzył rany dziewczynom. Powiedział, że rany nie były groźne, ale nie umiał wytłumaczyć ich mocy. Kiedy skończył wrócił na swój baobab. Nadeszła pora obiadu. Lwice upolowały dwie duże antylopy. Po skończonym obiedzie nadszedł czas na zasłużony odpoczynek.
-Kopa pamiętasz jak pytałeś się, co by się stało gdyby zamiast Nuki była tam Zira?-spytała Kiara
-Tak. A co?-odparł lewek
-No cóż, teraz wiesz co by się stało z Zirą gdyby tam była. Dobrze, że tata wysłał za tobą Ulinzi. Nuka nie jest taki jak Kovu czy Vitani. Może i jest nieznany i to bardzo, ale mógł ci coś zrobić lub nawet zabić.-powiedziała lwiczka
-No w sumie masz rację siostro. Powinienem jej podziękować.-powiedział Kopa, po czym wstał i poszedł do Uliczki, która wygrzewała się na zewnątrz jaskini.
-Hej Ulinzi. Chciałbym ci podziękować.-powiedział lewek
-A za co? Przecież nic takiego nie zrobiłam.-odparła lwiczka
-Za to, że poszłaś za mną... no wiesz. Gdyby nie ty Nuka by mnie pewnie zabił.-powiedział Kopa
-Aaa... nie na za co.-odrzekła lwiczka
-A właśnie, że jest za co dziękować. A tak poza tym. To jakim cudem ty jesteś taka silna?-spytał i położył się obok niej
-No cóż. Moi rodzice mieli mnie gdzieś więc ćwiczyłam. Ato ćwiczyłam z małymi gepardami, a to wspinania się po drzewach. Różnie to było, to zależało gdzie przeniesie się stado.-wyjaśniła
-Jak to? To twoje stado cały czas szuka domu?-spytał brat Kiary
-Nie. Pochodzę ze stada Nomadów. Zabawiliśmy na jakiejś ziemi przez jakiś czas i ruszyliśmy dalej.-odparła Ulinzi
-To te trzy lwice z którymi walczyłyście to były z twojego stada?-dopytywał się Kopa
-Tak. To była Msaliti i jej dwie podwładne.-odparła. Nagle dało się słyszeć wołanie ze środka jaskini. To był Simba, który wołał Ulinzi aby z nią porozmawiać. Lwiczka wstała i poszła zostawiając lewka samego. Korzystając z okazji, że nikt go nie pilnuje, wymknął się i poszedł na spotkanie z Kovu i Vitani. W tym samym czasie Ulinzi podeszła do Simby. Były tam też Swiftkill, Bloodspill, Luna, Sparkle i Kiara.
-Co się stało?-spytała lwiczka
-Nic, po prostu chcę wam opowiedzieć pewną legendę.-odparł król
-Ok.-odparła szara i ułożyła się wygodnie koło przyjaciółek. A Simba zaczął opowiadać.
-W odległych czasach gdzieś w Górach Smoczych żyło stado. Było ono najsilniejszym stadem jakie widziała Afryka, było też niezwykłe ponieważ jego członkowie mieli magiczne moce. Jego członkami, były też wilki. Żyło w dostatku i szczęściu, dopóki nie zdarzyła się tragedia. A mianowicie król i królowa zginęli nie pozostawiając po sobie żadnego potomka.
-A nie mieli braci lub sióstr? Przecież któreś mogło przejąć tron.-przerwała lwu Ulinzi
-Nie, nie mieli. Wracając. Po śmierci królewskiej pary stado rozpierzchło się na wszystkie możliwe strony świata. Wilki odeszły nawet na inne kontynenty. Potomkowie lwów, lwic i wilków z tego stada nie mieli mocy. Legenda głosi, że w Górach Smoczych po odejściu stada zamieszkał smok, który chroni te góry przed złem i czeka na powrót Stada Mężnych Lwów.-zakończył lew
-Stado Mężnych Lwów? Oni mieli magiczne moce? Serio?-pytała Kiara
-No ja też nie mogłem w to uwierzyć, puki nie zobaczyłem Ulinzi i jej przyjaciółek z tymi wszystkimi mocami.-odparł król
-Ale, przecież legenda mówi, że ich potomkowie nie mieli mocy.-powiedziała Luna
-Widocznie czekały na odpowiednie osoby.-odpowiedział Simba. Nagle do jaskini wleciał dzioborożec
-Witaj panie.-powiedział i się skłonił
-Witaj Zazu.-przywitał się lew
-Mamy problem z hipopotamami. Nie chcą nikogo dopuścić do wody.-oznajmił
-Już idę. Wybaczcie dziewczynki. Do kończymy tę rozmowę później. -powiedział Simba i poszedł za dzioborożcem. Tym czasem dziewczyny postanowiły lepiej pozwiedzać Lwią Ziemię.
-Chodźcie dziewczyny, oprowadza was!-powiedziała Kiara
-To wy idźcie. Ja chcę pobyć trochę sama z myślami.-powiedziała Ulinzi
-Coś się stało?-spytała Luna
-No... nie wiem co o tym wszystkim myśleć. Chcę się trochę oswoić z tą sytuacją.-wyjaśniła lwiczka
-Dobrze, ale się nie przejmuj. Może i to bardzo nietypowy traf, ale też niezwykła szansa.-powiedziała Sparkle
-Ok. Wiecie co, zmieniłam zdanie idę z wami.-oznajmiła szara. Przyjaciółki poszły na zwiedzanie sawanny. Bloodspill wpadła na pomysł, by trochę poćwiczyć ich nowe umiejętności. Wszystkie się na to zgodziły. Kiara bardzo chciała zobaczyć co potrafią jej koleżanki. Na początku Bloodspill zademonstrowała co potrafi. Za pomocą magii ziemi podniosła wielki kamień i go przesunęła. Swiftkill za pomocą magii ognia podpaliła małą kępkę trawy, i zrobiła z tego ognia "wstążkę" i zaczęła nim wirować jak by tańczyła. Luna za pomocą magii wody ugasić ten ogień i zrobiła z niej lodową jaskinię. Sparkle za pomocą magii powietrza uniosła nad ziemią Kiarę i chwile ją tak trzymała.
-Super! Ja latam!-zawołała córka króla i zaczęła wirować w powietrzu, aż w końcu Sparkle postawiła ją na ziemi. Natomiast Ulinzi sprawiła, że wyrosły jej skrzydła i wybiła się w powietrze. Latała w tę i z powrotem z wielkim uśmiechem na ustach.
(Trochę mi nie wyszło)
Świetni się bawiły, aż nagle Ulinzi dostrzegła ruch w trawie. Podleciała bliżej by się przekonać co to jest. Zobaczyła jak Kopa bawi się z Kovu i Vitani. Wróciła do dziewczyn i wylądowała.
-Dziewczyny! Kopa znów się spotkał z Kovu i Vitani! Tym razem na Lwiej Ziemi!-powiedziała lwiczka.
-Jak to?! Kiedy tata się o tym dowie, to dostanie szału!-powiedziała Kiara
-To co robimy?-spytała Luna
-Jak to co? Idziemy do nich i się z nimi za bawimy.-powiedziała Swiftkill z chytrym uśmieszkiem. Ulinzi wybiła się w powietrze i zaprowadziła je do miejsca gdzie ich widziała. W tym samym czasie Kopa, Kovu i Vitani bawili się niczego nie świadomi. Nie świadomi tego, że niedługo jego siostra i jej przyjaciółki przerwą ich zabawę, oraz tego, że obserwuje ich Zira.
Lwica właśnie szykował się do skoku na księcia. Kiedy skoczyła, w ułamku sekundy zanim złapała Kopa, uderzyła ją Ulinzi. Jak grom z jasnego nieba i zaczęły walczyć. Chwilę później dołączyły do nich Kiara, Swiftkill, Bloodspill, Sparkle i Luna. Otoczył Kopa i oddzieliły go od Vitani i Kovu. Zira ty czasem leżała pokonana na ziemi.
-KOPA! CO CI ZNOWU ODBIŁO?! KIEDY TATA I MAMA SIĘ O TYM DOWIEDZĄ TO BĘDZIESZ MIAŁ NIE MAŁE KŁOPOTY!-krzyknęła Kiara
-No wiem.-odparł ze skruchą książę
-MAMA!-krzyknęli chórem Vitani i Kovu i podbiegli do Ziry
-Coś ty za jedna?-spytała wycieńczona lwica.
-To nie jest twoja sprawa!-odparła szorstko Ulinzi.-A teraz wynoście się stąd i nie wracajcie!-powiedziała groźnie lwiczka. Zira nie zadawała więcej pytań, tylko zabrała swoje dzieci i czym prędzej wróciła na Złą Ziemię. Ulinzi sprawiła, że skrzydła jej zniknęły i podeszła do Kopy.
-Ulinzi...
-Milcz. Myślałam, że jesteś mądrzejszy i poranne wydarzenie czegoś cię nauczyło. Widać myliłam się.-weszła mu w słowo szara.
-Jest wieczór. Wracajmy do domu.-powiedziała Kiara. Wracali w milczeniu. Dotarli w samą porę na kolację. Atmosfera była dość napięta. Po kolacji Simba i Nala spytał i się co się stało.
-Stało się to, że Kopa znów spotkał się z tymi wyrzutkami. A tym razem nie było tam Nuki, tylko Zira.-wyjaśniła obrażony na brata Kiara.
-Kopa? Czy to prawda?-spytała Nala
-Tak.-szepnął lewek.
-Dlaczego?-spytała załamana królowa
-No bo... ja... ach. Nie mogę wam tego powiedzieć.-odparł Kopa
-Ty razem przesadziłeś. Masz zakaz wychodzenia poza Lwią Skałę, przez trzy tygodnie.-oznajmił zły na syna Simba.
-Ale...
-Żadnych "ale" Kopa. Żadnych "ale".-powiedziała Nala. Wszyscy kładki się już spać, tylko Ulinzi siedziała na zewnątrz jaskini i patrzyła w gwiazdy.
-Ulinzi, wszystko w porządku?-spytała Nala, która zauważyła jej nieobecność.
-Nic. Wszystko w porządku.-odparła lwiczka
-To pewnie przez tą sprawę z Kopą?-spytała lwica
-No... tak. Myślałam, że z mądrzał. Jednak się myliłam.-odparła szara, w tym czasie Nala położyła się obok niej.
-To nie jego wina, to ta cała Vitani go omotała. Nie martw się, kiedyś z mądrzeje.-powiedziała lwica
-Pewnie tak.-odparła zielonooka. Chwilę po siedziały w milczeniu. Nagle Nala spytała
-Znasz nazwę tej gwiazdy?-lwiczka wstała i poszła na czubek Lwiej Skały i wskazała łapką.
-Ta?-spytała Ulinzi
-Tak. Wiesz jak się nazywa?-spytała królowa
-Tak, to Gwiazda Polarna.-odparła lwiczka
-Zgadza się. Podobno ta gwiazda, to dusze króla i królowej Stada Mężnych Lwów.-powiedziała lwica
-Czemu mi to mówisz?-spytała szara
-Bo wiem, że w razie potrzeby, oni ci pomogą.-oznajmiła żona króla.
-Dziękuję.-odparła Ulinzi. Ta zaśmiała się serdecznie
-Nie ma za co. Chodź pora spać.-powiedziała. Obie weszły do jaskini, położyły się na swoich miejscach i zasnęły.
Skończyłam! To była ostatnia część tego rozdziału. Mam nadzieję, że wam się spodobał. Miłego dnia życzę!